Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Byłam przywiązana do krzesła, w ramieniu nadal czułam cholernie straszny ból.
- Nasza księżniczka już się obudziła. - z oddali widziałam męską sylwetkę. Cały obraz był rozmazany więc nie mogłam do końca dojrzeć kto to był. Chłopak podszedł bliżej, złapał mnie za włosy i zmusił do uniesienia głowy. Syknęłam z bólu co mężczyznę najwyraźniej rozbawiło ponieważ po całym pomieszczeniu rozległ się jego donośny śmiech który odbijał się echem o ściany budynku.
- Ricki, kurwa! Wypuść mnie! - fuknęłam z bólem. - Proszę.
- West, nie rozśmieszaj mnie. - zaśmiał się brunet. - Naprawdę sądzisz, że byłbym w stanie zrobić to dla ciebie?
Nagle w oddali pojawił się Max. Moja głupota właśnie dawała o sobie znać. Gdybym natychmiast skojarzyła fakty, nic by się nie stało, mogłabym zapobiec tym wszystkim wydarzeniom.
- Curtis wyjdź stąd. - warknął Davis, Ricki wykonał polecenie i zostawił naszą dwójkę sam na sam.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam.
- Widzisz. - chłopak oparł ręce na oparciach krzesła. - Od ciebie to akurat nic nie potrzebuje. - uśmiechnął się. - Chociaż w sumie. - przeciągał kładąc prawą rękę na mojej nodze.
- Nawet o tym nie myśl. - warknęłam. - Bo jeszcze się przeliczysz.
Brunet odsunął się ode mnie, spojrzał w moją stronę z głupim uśmieszkiem.
- Oj, Kylie. Głupiutka Kylie. - w jego głosie wyczuwalne było rozbawienie. - Jestem ciekaw czy jesteś w tym tak samo dobra jak twoja przyjaciółka.
- Ty psycholu! Jesteś chory! Powinieneś już dawno gnić w więzieniu! - zaczęłam wykrzykiwać w stronę chłopaka różnego rodzaju obelgi. Nie panowałam nad tym. Chłopak ruszył w stronę wyjścia nic nie robiąc sobie z tego.
- Głupi kutas. - warknęłam pod nosem.
- Głupia suka. - zaśmiał się Davis znikając w zaciemnionym korytarzu. Po chwili moim oczom ukazał się Ricki.
- Curtis chodź tu. - próbowałam wyszarpać się z objęć sznura. Chłopak podszedł do mnie i usiadł na przeciwko.
- Co ja ci takiego kurwa zrobiłam chłopaku? Byliśmy przyjaciółmi a ty co?
- No właśnie West. Byliśmy. Już nie jesteśmy. Otrząśnij się. - burknął.
- Za co się w tej chwili mścisz? Za to, że sam przestałeś się odzywać? Że mnie unikałeś? - zapytałam, wzrok chłopaka przeniósł się na moją twarz.
- Kurwa, West. - warknął. - Przestań się nad sobą użalać.
- Ten drań zabił Nat. - wydusiłam przez zęby. - A ty kurwa trzymasz z nim sztamę?! Czy cię do końca popierdoliło? - wykrzyczałam przez łzy. Chłopak wstał i wyszedł zostawiając mnie samą.
*Ashton Pov*
Gdzie ona poszła? Nie ma jej już dwie godziny. A telefon jest poza zasiegiem. Mam wielką nadzieję, że jest cała i zdrowa tylko poprostu gdzieś się zasiedziała. Mieliśmy ją chronić, nie wybaczyłbym sobie jeśli coś by się jej stało. Przecież przysięgłem jej bratu, że zadbamy o jej dobro.
- Znaleźliśmy jej telefon. - krzyknął Cal, natychmiast odwróciłem się w stronę chłopaka. Podszedł do mnie i rozłożył mapę na stoliku.
- Tutaj. - wskazał na zalesiony obszar. - Kończy się zasięg jej telefonu. A co znajduje się w tym miejscu? - chłopak spojrzał na mnie.
- Stary zakład karny. - zanim moje myśli się zebrały minęło parę chwil. - Kurwa. Na co jeszcze czekacie? - zapytałem. Odprawiłem chłopaka i poszłem do garażu. Zapakowaliśmy się do Vana i ruszyliśmy w drogę. Moje dłonie coraz to mocniej zaciskały się na kierownicy co natychmiastowo zauważył Mikey.
- Stary, nie denerwuj się. Nic jej się pewnie złego nie dzieje. - odparł.
- Wiesz co nas kurwa czeka jeśli coś jej się stanie? Mat nas zabije. - warknęłem. Chłopak przyglądał mi się dłuższą chwilę, lecz chyba zrezygnował z dalszej rozmowy. Zatrzymałem samochód przy polnej drodze, kawałek od zakładu.
- Ty i Cal. - spojrzałem na Michaela. - Zajmijcie się Kylie. Ja i Lukey przypilnujemy na zewnątrz. - wysiedliśmy z auta i rozeszliśmy się.
* Michael Pov*
- Dobra Cal. Ty pilnuj drzwi. - wskazałem na wejście. - Ja pójdę po dziewczynę.
Chłopak skinął głową a ja weszłem do budynku. Zobaczyłem Kylie przywiązaną do krzesła. Sprawdziłem czy obszar jest czysty i dałem znak Hood'owi, że może wejść. Syknęłem w stronę Kylie by dać jej znać, że właśnie przybyliśmy jej na pomoc. Dziewczyna na mój widok była bardzo szczęśliwa. Podeszłem do niej a Calum pilnował wyjścia.
- Chłopacy uratowaliście mi życie. - uśmiechnęła się do mnie. Odwiązałem ją i wyszliśmy z budynku prowadząc się w stronę auta.
* Kylie Pov *
Chłopacy wyprowadzili mnie z budynku i ruszyliśmy w stronę auta.
- Chłopacy uratowaliście mi życie. - westchnęłam. - Nie wiem jak wam dziękować.
- To nasz obowiązek. - odparł z uśmiechem Ash.
- Przepraszam. - zapięłam pas. - Ale czemu tak bardzo zależy wam na moim dobru? - zapytałam.
- Twój brat. - zaczął Ashton. - Gdy wyjeżdżał z miasta poprosił abyśmy zadbali aby nic ci się nie stało przez jego nieobecność. Jesteś jak nasza siostra. Dlatego dbamy o ciebie. - uśmiechnął się.
- Mój brat? - zapytałam. Mojego brata widziałam ostatni raz gdy miałam 7 lat. Minęło już 10 lat. Nawet nie pamiętam jak wygląda. Nie wiem co się z nim stało, kiedy uciekł z domu dziecka miał 16 lat. Niestety nasze drogi się rozeszły. - Znacie Mat'a? Co się z nim dzieje?
- Wyprowadził się. Ma żonę, dzieci. Chciał zacząć wszystko od nowa. Zapewnić im bezpieczeństwo. - odparł Ash.
- Szkoda tylko, że wolał mnie oddać pod opiekę kumplom. I uratować życie swojej żonie niż osobie z którą dzieli DNA. Fajne uczucie. - burknęłam odwracając głowę w stronę okna. Chłopak ruszył do domu.
- Nic ci nie zrobili? - zapytał Ashton.
- Zabili mnie, wiesz? Głupie pytania zadajesz. - warknęłam.
- O co ci chodzi? - zapytał z oburzeniem chłopak.
- A jak byś się kurwa czuł pod względem, że twój brat wolał cię olać i wyjechać? Co? Jak byś się czuł?
- Nie olał cię. - syknął.
- Ha. Bardzo śmieszne. A co? Może zrobił to dla mojego dobra? - zapytałam. - Gdyby tak było, siedziałabym właśnie w moim gabinecie i zajmowała się kolejnymi problemami prawnymi. A tym czasem, siedzę właśnie z osobami które uratowały mi życie.
- No właśnie. Uratowaliśmy ci życie, więc może zacznij okazywać nam wdzięczność co? A nie walisz foszkami na prawo i lewo. - warknął Ash. Odwróciłam głowę w stronę okna. Po dłuższej chwili znaleźliśmy się na podjeździe. Wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. Wzięłam kąpiel i zeszłam do salonu.
- Chciałam was przeprosić. - powiedziałam stojąc w progu.
- W porządku. Nic się nie stało. Masz rację. Mat nie powinien tak postąpić. - uśmiechnął się Mikey. Usiadłam pomiędzy Hood'em a Hemmings'em. Chlopacy rozgrywali mecz w Fifa.
- Oj chłopacy. Słabiutko. - zaśmiałam się.
- Sądzisz, że umiesz lepiej? - zapytał Mikey.
- Jakże inaczej.
- Kolejny mecz. Ty kontra ja. - chłopak wyciągnął dłoń ku mnie.
- Oj kochany. To twój najgorszy wybór. - uścisnęłam rękę Michael'a.
- Czemu tak myślisz?
- Bo rozgniotę cię słonko jak robaczka. - powiedziałam z grymasem na co chłopacy zaczęli vivatować. Pierwsza rozgrywka zakończyła się pięć do trzech dla Lukey'a. Teraz nadszedł czas na mnie i Clifford'a. Wygrany z naszego boju miał walczyć o miano mistrza z wygranym z poprzedniej rozgrywki. Michael wybrał Manchester United a ja Real Madryt. Tuż po pierwszych pięciu minutach Mikey strzelił mi pierwszego gola. Przysięgłam mu, że to pierwszy i ostatni raz. Zamierzałam wygrać. Po pierwszej połowie Mikey prowadził dwoma punktami. Lecz nie na długo. Gra się zakończyła a ja mogłam cieszyć się wygraną.
- Chłopie, laska cię ograła. - Lukey nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Czekaj, czekaj. Teraz ty z nią grasz. Jestem ciekaw czy będzie ci wesoło gdy skończycię. - uśmiechnął się szarmancko Michael. Gra jak szybko się zaczęła, tak szybko się zakończyła. Blondyn poddał się po pierwszej połowie. W której prowadziłam dziesięć do jednego.
- I co Luke? Było miło? - zaśmiał się Cal.
- Zamknij się. - warknął obrażony blondyn. Podeszłam do siedzącego na sofie Hemmings'a od tyłu i przytuliłam go.
- Oj nie gniewaj się. Kolejnym razem pójdzie ci lepiej. - odchyliłam głowę w prawą stronę. - Lepiej ci? - zapytałam. Chłopak uśmiechnął się do mnie co znaczyło zgodę. W kącie pokoju siedział Ashton. Przyglądał się całej sytuacji. Kątem oka spoglądając na ekran telefonu. - Ja już idę spać. Dobranoc. - wyszłam z salonu i ruszyłam w stronę pokoju Irwin'a. Po chwili chłopak przyszedł za mną.
- Kylie?
- Tak? - zwróciłam uwagę na blondyna zamykającego drzwi.
- Mam rozumieć, że dziś śpimy razem? - chłopak spojrzał na mnie z grymasem.
- Ahh, te twoje marzenia. - zaśmiałam się. - Wiesz, tak się składa, że to moja sypialnia. - blondyn wybuchł śmiechem.
- Możesz spać ze mną. Pod jednym warunkiem. - zagroziłam chłopakowi palcem. Co musiało wyglądać komicznie, jeśli chłopaka to rozbawiło. - Rączki trzymasz przy sobie.
- Oj będzie trudno. - zaśmiał się. - Śpij spokojnie. Ja będę spał na materacu. - chłopak pstryknął palcem a po chwili wyszedł z pokoju. Nagle zjawił się w nim powtórnie z wielkim materacem który chwilę póżniej ułożył obok łóżka.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się. Nakryłam się kocem i odpłynęłam w stan błogiego snu.
------------------------------------
W skali od 0 do 10 na ile spodobał wam sie teledysk do Amnesia? Jak dla mnie jest ksvscakixsbvzanisevKsbxhsh! ;D
Jednym słowem KOCHAM <3
Kocham takie klimaty! O porwaniach to ja bym mogła całymi dniami ii nocami czytać! :D
OdpowiedzUsuńWeny życzę! ♥
+ zapraszam do mniee ;3
http://mysteryabcderf.blogspot.com/