Tuż po otwarciu oczu ujrzałam Irwin'a wylegującego się na materacu obok łóżka na którym spałam.
- Przydałby się jeszcze jeden pokój. - zaśmiałam się.
- Wystarczyłoby jeśli pozwoliłabyś mi spać ze sobą. - odparł zaspany przecierając oczy.
- Nikt ci nie zabronił. Jeden warunek poprostu cię do tego zniechęcił. - uśmiechnęłam się szyderczo. W czasie gdy ja wylegiwałam się nadal pod kocem, blondyn wziął się za robienie porządków.
- Pomóc ci? - zaśmiałam się, widząc jak chłopakowi z trudem udaję się złożyć materac.
- Nie trzeba. - usłyszałam głos lokowatego dobiegający zza wielkiego kawałka gąbki. Zachichotałam pod nosem i schowałam głowę pod koc. Rozciągnęłam się pod nim i postanowiłam wstać. Ktoś wkońcu musiał zrobić im jakieś porządne śniadanie. Wstałam i poszłam do ubikacji. Wzięłam szybki prysznic i odziałam się w bieliznę przygotowaną dzień wcześniej. Nałożyłam na siebie szlafrok i poszłam do pokoju Hood'a gdzie znajdowały się moje ubrania. Otworzyłam drzwi od pokoju z nadzieją, że chłopak już dawno nie śpi. Gdy weszłam do sypialni Calum'a ujrzałam go w całej okazałości tak, jak stworzyła go matka boska.
- Przepraszam za przeszkadzanie w podziwianiu tak pięknego arcydzieła. - zaśmiałam się zakrywając oczy dłonią. - Przyszłam tylko po ciuchy. Zaraz zostawię cię samego. - podeszłam do szafy stojącej w rogu pokoju i wyjęłam z niej ubrania po czym wyszłam z sypialni ponownie przepraszając Hood'a za najście. Postanowiłam ubrać spodenki z wysokim stanem i top z Iron Maiden. Zeszłam na dół gdzie czekali na mnie Lukey i Miki.
- Heeej. - powitałam się z chłopakami z uśmiechem, który dwójka odwzajemniła. - Co chcecie na śniadanie? - zapytałam podchodząc do szafki w której znajdowały się kubki. Wyjęłam z niej naczynie i przygotowałam sobie mleko czekoladowe. - Może chcecie grzanki z serem? - zadałam chłopakom kolejne pytanie. Skineli głowami, co mogło jedynie oznaczać, że się zgadzają. Wyjęłam z lodówki ser i masło a póżniej chleb. Podgrzałam toster i wsadziłam do niego dwie kromki chleba. Po chwili przygotowań śniadanie było zrobione. Zawołaliśmy Calum'a i Ashton'a po czym wszyscy razem siedliśmy do stołu.
- Kylie stwierdziła, że potrzebny jest jeszcze jeden pokój. - zaśmiał się Ash.
- To żaden problem. Przecież mamy jeden na zbyciu. - odparł Mikey.
- Czemu od początku nie mówiliście? - zapytałam. - Obeszło by się bez spania na kanapie w salonie. - uśmiechnęłam się biorąc łyk gorącego napoju.
- Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. - burknął lokowaty.
- Stary, to jego siostra, nie będzie miał o to żadnych problemów. - Cal spojrzał na Irwin'a. Jego wypowiedź mnie zszokowała. Czyli mam rozumieć, że mój brat po ucieczce ukrywał się właśnie tutaj?
- Mat tutaj mieszkał? - wypaliłam nagle bez namysłu.
- Tak. On i Ash byli jak bracia. - Lukey spojrzał na Ashton'a z uśmiechem. - Póżniej doszliśmy my. - chłopak zerknął kolejno na Michael'a i Hood'a. - Nie znaliśmy go długo. Może jakiś rok? Ash znał go o wiele dłużej niż my.
- Mogę zobaczyć jego pokój? - zapytałam. Lukey wstał i zaprowadził mnie do sypialni mojego brata. Mogę przysiąść, że przez cały czas kiedy przesiadywałam w tym domu nigdy nie zwróciłam uwagi na to co znajduje się za drzwiami za którymi znajdował się pokój Mat'a.
- Możesz tutaj przenieść swoje rzeczy. - oznajmił blondyn i wyszedł zostawiając mnie samą. Moją ciekawość przykuła niewielka ramka stojąca na biurku. Było to zdjęcie z moich piątych urodzin. Jedno z moich ulubionych zdjęć. Byliśmy wtedy tak bardzo szczęśliwi. Ja, Mat, mama. Wszystko było takie idealne. Ale co dobre, zawsze szybko się kończy. Mama zginęła w wypadku w dzień kiedy wykonano tą fotografię. Dwadzieścia minut po zrobieniu tego oto zdjęcia. W wypadku towarzyszył mamie jej chłopak. Nigdy nie przepadałam za tym mężczyzną. To on spowodował ten wypadek. To przez niego mama nie mogła być teraz przy nas i trzymać nas przy sobie. Wyszłam do pokoju Calum'a i przeniosłam do mojego pokoju wszystkie moje rzeczy znajdujące się w pokoju chłopaka. Ułożyłam je na swoim miejscu i usiadłam na łóżku.
- Nie przeszkadzam? - do pokoju wszedł Mikey. Wskazałam chłopakowi miejsce obok mnie aby usiadł. Miki zamknął za sobą drzwi i skierował się w moją stronę.
- A więc miałam rację? - zapytałam. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Mat żyje i ma się dobrze? Kto by pomyślał. Wszyscy sądzili, że już dawno nie żyje. Jednak. . - pociagnęłam nosem. - Jednak warto wierzyć. - uśmiechnęłam się przez łzy.
- Wiara to ostatnia nadzieja dla świata. - chłopak odwzajemnił uśmiech. Spokojnie mogłam stwierdzić, że czułam się przy nich jak przy rodzinie. Nie tej z domu dziecka. Jak w biologicznej.
- Kim był dla ciebie Curtis? - zapytał.
- Mogłabym stwierdzić, że przyjacielem. Ale oni nie robią czegoś takiego. - spojrzałam na zielonowłosego. - Gdy szarpnął mną, nie mogłam uwierzyć że to naprawdę on. Nie potrafiłam sobie tego poprostu uświadomić. Ricki nigdy nie był wulgarny. Był osobą, której poprostu nie dałoby się nie lubić.
- Ulica zmienia ludzi. - odparł Mikey. - Ale nie bój się. Więcej nie wpadniesz w ich parszywe łapska. - chłopak utwierdził mnie w przekonaniu, że naprawdę mogę im zaufać. Po dłuższej konwersacji ruszyłam razem z nim do salonu gdzie siedzieli Ash, Cal i Luke. Usiadłam na fotelu naprzeciwko chłopaków.
- Jakieś plany na dziś? - zapytałam.
- Wiesz... - Calum zaciągnął się papierosem, po dłuższej chwili wypuścił dym z płuc. - Dziś jest piątek.
- Tak, tak. Rozumiem. - odparłam. - Weekendu początek. Chlania początek i ćpania początek. - zaśmiałam się.
- No właśnie. - uśmiechnął się Hood. - Tak więc, może udalibyśmy się do jakiegoś klubu?
- Mi pasuje. - fuknęłam z zadowoleniem. Wszyscy oprócz Ashton'a byli za tym aby gdzieś wyskoczyć.
- Ashton, nie daj się prosić. - uśmiechnęłam się do lokowatego. - Obiecuje. - przełożyłam prawą rękę na miejsce gdzie znajdowało się serce a lewą uniosłam ku górze. - Będę trzymała się przy was. Nie odsunę się ani na krok. - uśmiechnęłam się. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam do tańca.
- Więc jak będzie? - odchyliłam się od chłopaka.
- Namówiłaś mnie. - zaśmiał się.
- Dziękuję! Dziękuję! - krzyknęłam po czym ucałowałam chłopaka w policzek i wybiegłam z salonu do sypialni. Wyrzuciłam wszystkie ciuchy z szafki na podłogę i zaczęłam wybierać kreację na dziś wieczór. Po dłuższym przegrzebywaniu szafy wybrałam swój outfit. Wybrałam czarne legginsy, biały top z krzyżem oraz czarną ramoneskę. Zabrałam ubrania i poszłam do toalety. Wzięłam prysznic i ubrałam przygotowane ciuchy. Nałożyłam delikatny makeup podkreślając oczy. Włosy wyprostowałam i spryskałam lakierem aby wytrzymały cało nocną zabawę. Zeszłam na dół aby bezbłędnie dopasować buty. Nałożyłam na nogi białe conversy i poszłam do kuchni.
- Jestem już gotowa. - uśmiechnęłam się do Lukey'a siedzącego przy stole. Chłopak na mój widok zakrztusił się napojem którego łyk właśnie wziął.
- Muszę przyznać Kylie. - blondyn odprowadził mnie wzrokiem do lodówki. - Że wyglądasz świetnie. - odwróciłam się w stronę Hemmings'a i uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję bardzo. Jesteście już gotowi? - zapytałam. Wyciągnęłam z lodówki sok i nalałam sobie do szklanki.
- Raczej tak. - chłopak wstał z miejsca i wyszedł z kuchni. - Już po nich idę.
- Nie pośpieszaj ich, mamy jeszcze dużo czasu. - rzuciłam za chłopakiem. Podeszłam do umywalki i wstawiłam do niej szklane naczynie z którego przed chwilą sączyłam napój.
- Jesteśmy już got.. - odwróciłam się w stronę wejścia. - O kurwa. - oczy chłopaków były skierowane ku mnie. Ich miny wyprowadziły mnie z poważnego myślenia.
- Matko, ducha zobaczyliście? - zaśmiałam się.
- Ulala modemoiselle West. - oczy Calum'a zalśniły.
- Chodźmy już lepiej. - zaśmiałam się wymijając chłopaków kierując się w stronę wyjścia. Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę podjazdu.
- Chyba nie chcecie jechać tym gratem? - zaśmiałam się wskazując na zabrudzonego Chryslera Grand Voyagera. - Wskakuj. - Ashton podszedł do auta i otworzył przednie drzwi.
- No chyba oszalałeś! - wybuchłam śmiechem. - Napewno nie wsiąde do tego auta. Rozumiem. Mama uczyła mnie by nie narzekać, ale jechać w tym aucie to poprostu jakaś kara! - zaśmiałam się, podpierając się o Clifford'a. Irwin otworzył garaż i wprowadził brudny samochód do środka. Po chwili czekania wyjechał Oplem Speedsterem. Moje oczy zalśniły.
- Ja z przodu. - podbiegłam ze śmiechem do auta, otworzyłam drzwi i z uśmiechem usadowiłam się na siedzeniu.
- Gotowi? - kierowca wyjechał z podjazdu na nasz znak i ruszył w stronę miasta. W radiu leciała piosenka Blink-182 - All The Small Things, którą Ash cicho podśpiewywał. Przy refrenie dołączyłam do niego. Lubiłam tą piosenkę jak i ten zespół. Byli dla mnie taką małą odskocznią od rzeczywistości.
- Który dziś nie pije? - zapytałam. - Ktoś musi robić za kierowcę. - odwróciłam się do tyłu.
- Masz prawo jazdy? - zapytał Mikey.
- Tak. Czemu pytasz? - po ich wzroku wnioskowałam jedno, to ja musiałam dziś sobie odpuścić jakiekolwiek dobra. - No świetnie. - burknęłam pod nosem i odwróciłam się w stronę jezdni. Po chwili jazdy Ash zaparkował auto pod klubem. Wysiadłam z samochodu i zaczekałam aż chłopacy powtórzą tą czynność. Po chwili ruszyliśmy do środka. Dookoła było pełno ludzi. Przy wymijaniu rozpoznawało się wokół nich wiele znajomych twarzy. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Mikey poszedł po trunki i powoli rozpoczynaliśmy zabawę. Po jakimś czasie Miki wrócił z napojami.
- Ashh! - usłyszałam piskliwy dziewczęcy głos tuż nad moją głową. Kobieta usiadła tuż obok mnie. Muszę przyznać, figurę miała świetną, ale na twarzy trochę za dużo.
- Cześć Nicole. - fuknął Ashton. Wziął łyk napoju i wstał oddalając się od naszej ekipy. Przeprosiłam ich i poszłam tuż za nim.
- Ash! - krzyknęłam za chłopakiem. - Ashton! - powtórzyłam. Blondyn odwrócił się.
- Co się stało? - podeszłam bliżej niego. - Czemu tak wypaliłeś z miejsca? - zapytałam. Chłopak wyprowadził mnie na zewnątrz budynku.
- Kylie musisz coś dla mnie zrobić. - odparł lokowaty.
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Rozdział 6
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetne! *-*
OdpowiedzUsuńWeny życzęę! :D
/M.