Przebudziłam się w zaciemnionym pomieszczeniu. Naprzeciw mnie siedział Max na krześle. Gdy zobaczył, że moje oczy lekko się uchyliły wstał, i podszedł do mnie. Ścisnął mnie za brodę i uniósł moją głowę ku górze.
- Hoho, kto się obudził? - zadrwił chłopak.
- Pożałujesz tego Davis.
- A co? Irwin i ta jego szczeniacka banda mnie dopadnie? - zaśmiał się. - Nie rozśmieszaj mnie. - warknął.
- Irwin i ta jego szczeniacka banda jest w stanie zrobić ci o wiele więcej niż możesz sobie wyobrazić. - fuknęłam. Zwróciłam uwagę na moją prawą nogę z której sączyła się krew.
- Chłopaku. Masz przechlapane. - odparłam. Po chwili do pokoju wszedł Ricki. Max wyszedł zostawiając nas samych. Curtis podszedł do mnie by opatrzyć ranę. Sprzedałam mu kopa gdy tylko się do mnie zbliżył. Chłopak spojrzał na mnie wrogo. Podniósł apteczke i odłożył ją na szafę.
- West zachowuj się ładnie. I bądź grzeczna a nic ci się nie stanie. - burknął.
- Wiesz co Curtis? Pieprze cię! Ciebie i te twoje rady! Spadaj. - warknęłam. Chłopak wyszedł z pomieszczenia zostawiając mnie samą. Kurde gdzie ten Ash. Rozumiem, nie minęło dużo czasu ale mógłby się trochę pośpieszyć. Jakiś mężczyzna chwilę póżniej przyniósł mi jedzenie. Kopnęłam w talerz tlukąc go przy tym. Brunet sprzątnął odłamki szkła i wyszedł.
* Ashton Pov *
Kurwa! Miałem rację aby nigdzie się nie ruszać. Ale nieee, musiałem dać się podejść.
- Ashton nie denerwuj się, nie sądzę aby Parker dał ją skrzywdzić. - odparł Mikey.
- Czy ty wogóle kurwa słyszysz co mówisz? Curtis to kawał skurwysyna. Kylie mało go obchodzi. Mat nas zapierdoli. - stwierdziłem. - Chłopacy wykopujcie już sobie dołki. - fuknęłem szyderczo.
- Pomyślcię teraz. Gdzie Davis mógł ją wywieść? - zapytał Lukey.
- Nie jestem kurwa jego sekretarką. - warknąłem.
- Chciałem pomóc. - burknął Hemmo.
- Lepiej zamknij ten pysk i będzie dobrze. - złapałem chłopaka za bluzę i pchnąlem go na ścianę. Calum ruszył w kierunku młodego a Mikey próbował pomóc mi się uspokoić. Mam w sobie strach ale boję się przyznać. Boję się dać upust emocjom i przyznać się, że wymiękam.
- Wiem, że Kylie jest dla ciebie ważna. - Mikey szepnął cicho w moją stronę. - Więc, może zacznij to okazywać. Odstaw ten kieliszek i weź się za szukanie tej dziewczyny. - odparł. Wstałem i wyszłem do łazienki. Obmyłem twarz i wyszedłem z domu. Musiałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Dobrze mi to zrobiło.
* Kylie Pov *
Max podszedł bliżej mnie i przykucnął. Przyglądał mi się dłuższy czas.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam.
- Od ciebie nie chce nic. - przerwał. - Od twojego brata wiele.
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Jego śmierci. - jego słowa mną wzdrygnęły, śmierci? Ale co takiego Mat mu zrobił?
- Nigdy ci się to nie uda. - odparłam. - Trzymaj się od niego z dala Davis.
- Oj Kylie, nie strasz mnie tą ekipą Irwin'a. Ich to nawet szczury kanalizacyjne się nie boją. - zadrwił. Gdybym miała wolne ręce ten gnojek pożałowałby w tym momencie wszystkich wypowiedzianych przez niego słów, a nawet tego, że wogóle się urodził.
- Jesteś popieprzony. - burknęłam.
- A Nat? Myślisz, że kto mi ją wystawił? - zapytał. - Wasz przyjaciel, Curtis. To jego zasługa. - zaśmiał się. - Teraz pora na ciebie. - chłopak przybliżył się do mnie i zaczął dobierać się do moich spodni.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam. - Pomocy!
- Zobaczysz, że będzie ci się podobało. - Max musnął moje ucho, co przyprawiło mnie o mdłości.
- Chyba po twoim trupie! - krzyknęłam kopiąc go. Chłopak rozłożył moje nogi, utrudniąc mi przy tym jakąkolwiek obronę i przysunął się bliżej mnie.
- Zostaw mnie kurwa. - odwróciłam głowę. - Pomocy!
Po chwili ktoś zdjął ze mnie chłopaka.
- Nie tak się umawialiśmy. - Ricki szarpnął leżącego Davis'a.
- Co się spinasz?
- Nie taka była umowa. Dziewczynie miało się nic nie stać. - warknął Curtis.
- Trochę zabawy na rozluźnienie atmosfery jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - zaśmiał się Max.
- Twoja zabawa już się kończy Davis. - Ricki kopnął chłopaka w brzuch, powtarzając parę razy czynność na lezacym Max'ie. Szybko podbiegł do mnie i odwiazał moje ręce.
- Nic ci nie jest? - zapytał z troską. Pierw mnie wystawia na takie niebezpieczeństwo a póżniej jeszcze pyta czy wszystko w porządku.
- Jak mogłeś to zrobić Nat? - zapytałam ze łzami w oczach. - Kurwa, chłopaku. Ona się w tobie kochała od czasów gimnazjalnych, a ty ją oddałeś temu dupkowi.
- Nie czas teraz na te tematy. Musisz uciekać. - odparł. Załapał mnie pod ramię i po drodze zabierając ze sobą apteczke, wyprowadził z budynku. Chłopak zaprowadził mnie do auta, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytałam. - Czemu kurwa podsunąłeś Nat w jego brudne łapska? Czemu mnie mu podsunąłeś?
- Z tobą miało byś wszystko w porządku. Miałaś wyjść z tego cało. Nie rozumiesz? - chłopak ruszył w stronę Bathurst. - Plan polegał na tym, że ściągamy twojego brata. A gdy już Max będzie miał go dla siebie, ciebie mieliśmy wypuścić. Nie miało ci się nic stać.
- Nie miało, a wyszło na odwrót. - przejechłam palcem obok rany po czym syknęłam z bólu. Przyjrzałam się jej z bliska. Nie była duża. Kula prawdopodobnie tylko mnie musnęła. Miałam na tyle szczęścia, że obeszło się bez żadnych większych problemów zdrowotnych. Sięgnęłam po apteczkę i opatrzyłam ranę.
- Cholera Kylie. - syknął Ricki. - Przepraszam za to wszystko. Za to, że ciebie w to wpakowałem. Że byłem dla ciebie takim skurwysynem.
- Trochę za późno na przeprosiny. - chłopak zaparkował pod bramą posiadłości Irwin'a. - Teraz lepiej dbaj o swój tyłek. Ashton, Max i Mat, napewno ci nie wybaczą tego co zrobiłeś. - wysiadłam z auta i ruszyłam do furtki. Chłopak podszedł do mnie, wziął mnie pod ramię i zaprowadził do domu. Gdy byliśmy już na podwórku usłyszałam strzał. Chłopak upadł. Nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili z domu wyszedł Ashton. Kucnęłam przy chłopaku i zapytałam co się stało.
- Pogrzało cię? Na ten moment mogłeś sobie darować! - krzyknęłam na Irwin'a.
- Temu kundlowi nie będę żałował nabojów. Mam ich sporo. - chłopak przybliżył się i wycelował pistoletem w Curtis'a.
- Przestań! - wyrwałam lokowatemu broń z dłoni.- Gdyby nie on, zapewne skończyłabym jak Nat. Albo i gorzej, więc może byś zapytał czy wszystko ok a nie wszczynasz kolejną burdę.
Irwin spojrzał na mnie z troską i przytulił mnie.
- Przepraszam. - blondyn szepnął mi do ucha jeszcze mocniej mnie przy tym przytulając. Calum i Clifford zaprowadzili Curtis'a do salonu a ja poszłam wziąść szybki prysznic. Ubrałam dresowy kombinezon i zeszłam na dół. Ricki'ego już nie było.
- Brakowało mi tej wygody. - usiadłam na fotelu wtulając się w poduszkę.
- Napewno wszystko w porządku? - zapytał Lukey siadając na oparciu fotela na którym siedziałam.
- Jasne, trochę boli mnie noga. - spojrzałam na prawą kończynę. - Ale wszystko jest w porządku. Dziękuję, że pytasz. - uśmiechnęłam się do blondyna.
- Czego Davis chce od mojego brata? - zapytałam.
- Mat jest mu winien kasę. Wielką sumkę. - oświecił mnie Mikey.
- Jak wielką?
- Trzydzieści milionów dolarów. - odparł Ashton. Moje oczy wyszły z wrażenia na wierzch.
- Trzydzieści milionów? Jak on zgromadził taką sumę? - zapytałam.
- Narkotyki, kradzieże. Jakoś się uzbierało. - Calum spojrzał w moją stronę. Po tych wszystkich wydarzeniach, nie zdziwiło mnie nawet to co powiedział Cal. Gangi zajmują się jedynie tym. Tak więc nie zrobiło to na mnie zbyt dużego wrażenia. Byłam jedynie zła, że mój brat był na tyle głupi aby wkopać się w to bagno. Ale nic na to nie poradzę. Nie mogę cofnąć czasu. Nawet gdybym potrafiła, jeśli miało by się coś zepsuć to by się to stało, prędzej czy póżniej.
- Co dalej robimy? - zapytałam. - Jeśli mu się to nie znudzi? Jeśli dalej będzie próbował zabić któregoś z nas?
- Nie bój się Kylie. - Lukey położył swoją dłoń na moim ramieniu. - Sądzę, że narazie nic nam nie grozi. Davis stracił jedną wtyczkę, nikt inny z jego grona nie zna cię tak dobrze jak Parker.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz