środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 10

- Kylie, wstawaj. Jesteśmy na miejscu. - Calum szturnął mnie pare razy.
- Zaraz wstanę. - mruknęłam i obróciłam głowę w drugą stronę. Chłopak wysiadł z auta, po chwili usłyszałam odgłos zamykającego się bagażnika. Otworzyłam oczy i poprawiłam się na siedzeniu. Moim oczom ukazała się ogromna posiadłość. Wysiadłam z samochodu i rozciagnęłam się.
- Czyj to dom? - zapytałam idąc za chłopakiem, poprawiłam włosy. Hood podszedł do bramy i zadzwonił do domofonu.
- Kto tam? - usłyszałam głęboki męski głos.
- Hood. Otwieraj tą bramę bracie. - Po chwili bramka się otworzyła a z domu, w naszym kierunku ruszył wysoki mężczyzna.
- Gdzie masz Irwin'a? - zapytał chłopak.
- Długa historia, opowiem ci póżniej. - Hood wyminął szatyna i ruszył do drzwi.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się i podałam mężczyźnie rękę. - Nazywam się Kylie West, miło mi pana poznać.
Chłopak stał wmurowany, jak gdyby zobaczył ducha.
- Jaki pan? - chłopak patrzył na mnie z grymasem. - Kylie? Nie pamiętasz mnie?
- Mat? - zapytałam niepewnie. Chłopak ruszył w moją stronę i przytulił mnie.
- Kylie.. Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? - odsunął się ode mnie i zaczął mi się przyglądać.
- Wszystko ok.. - zmierzyłam chłopaka. - Bracie. - zaśmiałam się. - Jesteś mi winien wyjaśnienia. - uderzyłam go w ramię. Chłopak objął mnie i poszliśmy do domu. Calum zdąrzył się już rozgościć. Jakaś dziewczynka ruszyła w naszą stronę, a Mat wziął ją na ręce.
- To jest ciocia Kylie. - uśmiechnął się do dziecka.
- Cześć. - uścisnęłam rączkę małej.
- Kochanie? Co to za dziewczyna? - po schodach zeszła jakaś kobieta i podeszła do nas.
- Skarbie. - urwał. - Pamiętasz kiedy opowiadałem ci o mojej siostrze? - zapytał. Kobieta skinęła głową. - To jest Kylie.
- Witam. Miło mi cię poznać. - brunetka podała mi rękę. - Nazywam sie Trish. Mat dużo mi o tobie opowiadał. - uśmiechnęła się. Uścisnęłam jej rękę i razem z nimi poszłam do salonu gdzie siedział już Hood.
- Calum! - krzyknęła kobieta. - Gdzie reszta? - zapytała przutulając go.
- Ja wam nie wystarczam? - zaśmiał się chłopak. Mat postawił małą na ziemi a ta natychmiast ruszyła do Hooda.
- Moja mała ślicznotka. - Cal przytulił dziewczynkę. Podeszłam do niej i uklękłam.
- Jak się nazywasz? - zapytałam.
- Grace. A ty?
- Ja mam na imię Kylie. - usmiechnęłam się.
- Cześć Kylie. - dziewczynka rzuciła się w moje ramiona.
- Ciocia Kylie. - poprawił ją Mat.
- Przestań. - skarciłam go i wzięłam małą na ręce.
- Chcecie coś do picia? - zapytała Trish.
- Ja poproszę kawę. - odparłam.
- A wy?  - zapytała spoglądając w stronę Hood'a.
- To samo. - obydwaj skinęli głowami.
Siedzieliśmy w ciszy, którą Trish przerwała.
- A wy jesteście razem tak? - zapytała spoglądając na mnie i Calum'a.
- Nie. - zaśmiałam się. - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- A to przepraszam. Myślałam, że ty i Cal.. Ahh, nieważne.- odparła kobieta.
- Nic się nie stało. Naprawdę. - uśmiechnęłam się.
- Opowiadaj co tam u ciebie. - uśmiechnął się Mat.
- Cóż, skończyłam szkołę, zostałam prawniczką. - uśmiechnęłam się. - Mam też wyuczonego chirurga.
- Jest świetna. Mówię wam. - Hood wybuchł śmiechem.
- Słuchaj, bez mojej pomocy, byłbyś jednorękim bandytą. - szturnęłam szatyna.
- Może nie wnikajmy w szczegóły. - odparł Mat z uśmiechem. - Ah tak? Gdzie macie resztę załogi?
Obydwoje zawachaliśmy się. Nie wiedzieliśmy od czego zacząć.
- Max nabroił a my dostajemy po tyłkach. Nic nowego. - burknął Cal.
- Czyli? - zapytał Mat.
- Ten kretyn zamordował moją przyjaciółkę. Teraz czai się na mnie. - zatrzymałam się. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze z ust. Kontynuowałam wypowiedź. - Wczoraj zamordował mojego przyjaciela i moją przyjaciółkę. Ricka za mnie, a Lottie? Nawet do cholery nie wiem co on u niej robił? Może byli razem? Nie wiem... Ale ten dureń Max, nie odpuściłby sobie gdyby jej nie tknął...
- Czekaj, czekaj. Ten Ricki? - zapytał Mat. - Ricki Curtis Parker?
- Tak. Mało ważne. - przerwałam chłopakowi. - Podejrzewają o to Ashton'a. Ktoś widział samochód Parkera pod domem chłopaków. - zaczęłam przekręcać kubek w moich dłoniach. Wypiłam swoją kawę i odłożyłam kubek na stół. Po chwili rozbrzmiał dzwonek telefonu Mat'a.
- Tak? Jasne, jasne. Już otwieram. - chłopak wstał i ruszył do drzwi. Po chwili do salonu weszli chłopacy. Wstałam i ruszyłam w ich stronę. Przytuliłam kolejno każdego z nich.
- Ja kochanie lecę do pracy. Widzimy się póżniej. Papa. - Trish pomachała nam i wyszła z domu.
- Co wy tutaj robicie? - zapytałam. - Tak szybko was wypuścili?
- Sprawdzili odciski palców i okazało sie, że to jednak nie Ash. - oznajmił Mikey.
- Wierzyłem, że to nie ty. - zaśmiał się Calum, a my po chwili do nich dołączyliśmy. Cal i Lukey wyszli na ogród z Grace, ja poszłam do toalety, Ash wyszedł zapalić, a Mike i Mat zostali w salonie.
- Dobra, teraz bez owijania. - usłyszałam głos mojego brata. Schowałam się za ścianą i podsłuchiwałam ich rozmowę.
- Czy Kylie i Ash? Oni coś tam do siebie mają? - zapytał Mat.
- Nie wiem. Ashton nie rozmawia z nami na te tematy.
- Przestań, napewno coś ci mówił. - ponaglił go Mat.
- A czemu masz takie podejrzenia?
- Nie widzisz jak oni się zachowują?
- Co robisz? - wystraszyłam się gdy usłyszałam głos lokowatego dochodzący zza moich pleców.
- Nic. -  podskoczyłam ze strachu i weszłam do salonu. Chłopak ruszył za mną a oczy chłopaków zwróciły się ku naszej dwójce.
- Czy ty podsłuchiwałaś? - zapytał Mat.
- Co? Ja? - zaśmiałam się. - Coś ty. Jakoś nie interesują mnie te wasze męskie tematy.
- Dobra, przyznaj się. Co słyszałaś? - zapytał Mikey.
- Naprawdę nic, dopiero co przyszłam. - usiadłam obok Michael'a.
- Mała opowiadaj co się dzieję u ciebie w życiu. - uśmiechnął się do mnie Mat. - Tak długo sie nie widzieliśmy, a ty nic się nie odzywasz.
- Słuchaj to ty powinieneś się pochwalić co nawyrabiałeś z tym swoim życiem.
- Stare czasy i do tego mało wiarygodne. - puścił mi oczko i zwrócił się do Ashtona. - Jesteś jeszcze z tą Nicole? Czy jak jej tam było.
- Matko co to była za dziewczyna. - zaśmiał się lokowaty. - Kogo ty mi podesłałeś?
- Kolego. - przerwał Mat. - Jakbyś nie chciał, byś nie ruszył.
- Nigdy więcej takich lasek. - Ashton wybuchł śmiechem.
- Ja idę sprawdzić co u chłopaków. - oznajmił Mikey. Wstałam i ruszyłam za nim.
- Mike, zaczekaj. - dogoniłam chłopaka i razem z nim wyszłam na podwórko.
- Możemy porozmawiać? - zapytałam. Chłopak skinął głową i zaprowadził mnie na tyły gdzie usadowiliśmy się na bujawce.
- Co się stało? - zapytał zielonowłosy.
- Mogę ci zaufać?
- Jasne. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie chce żebyś mnie źle zrozumiał. - przerwałam. - Chciałam zapytać, czy. . - zawachałam się. - Przepraszam to był głupi pomysł. - wstałam. Chłopak zatrzymał mnie.
- Kylie, powiedz co jest. - usiadłam z Cliffordem na starej huśtawce. 
- Pamiętasz kiedy byłeś dzieckiem i chciałeś być prezydentem, piłkarzem czy nawet gwiazdą rocka? - chłopak skinął głową. - Wierzyłeś w swoje marzenia jak gdyby były częścią twojego życia. Nie sprawiało ci to przykrości, kiedy wiedziałeś, że jest tylko jedna szansa na milion by wszystko o czym marzysz się spełniło. - spojrzałam na chłopaka. - Jestem właśnie w podobnej sytuacji. - przerwałam. - Chciałabym już na zawsze zostać częścią jego życia, ale wiem, że nie jest to proste. -  pociagnęłam nosem. - Ash to najbardziej arogancka osoba jaką znam. Ma śmiech który potrafi doprowadzić do szału, uśmiech którym rozświetla wszystkie pochmurne dni i ramiona w których mogłabym usypiać i budzić się każdego dnia..
- Czy ty? - zapytał Mikey.
- Kocham Irwin'a. - uśmiechnęłam się do chłopaka. - Gdyby trzeba było, oddałabym za niego życie. Kocham jego głos, którym sprawia, że nasze kłótnie są najlepszymi rozmowami które prowadzimy, kocham go całego. - westchnęłam. - Wystarczy jedna sekunda bym mogła na niego spojrzeć, a znajduje tysiące powodów dlaczego go pokochałam.
- Kylie? - odwrociliśmy się, a na tarasie stał Ashton.
- To może ja was zostawie. - Michael wstał i ruszył w stronę domu.
- Dzięki. - Irwin położył rękę na ramieniu zielonowłosego. Mikey poklepał chłopaka po plecach i zostawił nas samych.
- Jak dużo słyszałeś?
- Całość. - chłopak podszedł do mnie. - Kylie? Czemu nic mi nie powiedziałaś? - zapytał.
- Żebyś mnie wyśmiał? Mam jeszcze trochę rozumu.
- Przepraszam West, ale... - zawachał się. - To nie ma sensu. - na jego słowa odwróciłam się i ruszyłam do domu.
- Kylie zaczekaj. - zatrzymał mnie. - Porozmawiajmy.
- Ashton, ta rozmowa nie ma sensu. Powinieneś wymazać z pamięci wszystko co mówiłam. - uśmiechnęłam się. Obróciłam się na pięcie i poszłam do domu.
- Przepraszam, gdzie tu jest łazienka? - zaczepiłam Mat'a.
- Kylie, ty płaczesz? Co się stało?
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Idę się przewietrzyć, wrócę za godzinę. - chłopak próbował mnie zatrzymać ale nie reagowałam na jego wołanie. Ruszyłam przez dom do drzwi frontowych, biorąc po drodze moją torebkę wyszłam z domu.

------------------------------------

Tak więc WIELKI powrót w MAŁYM stylu xd
Byłam wczoraj z ekipą nad morzem i nie poznałam nikogo z #5SOSFam..
Skąd wiem, że nikogo takiego w Krynicy nie było? Miałam koszulkę z 5SOS i wstążkę i NIKT mnie nie zaczepił! ;c
Laski jechać nad morze odpoczywać! ;)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 9

* Ricki Pov *

Byłem właśnie w drodze do domu Lottie, która od paru miesięcy była moją dziewczyną. Przestrzelone prawe ramię trochę utrudniało mi jazdę. Od czasu kiedy wyjechałem z Bathurst jechał za mną jakiś samochód. Nie zwracałem na niego nawet najmniejszej uwagi, w tej chwili miałem jedynie ochotę na szybki prysznic. By przytulić moją kochaną Charlie i spędzić z nią kolejną piękną noc. Wjechałem na podwórko i po zaparkowaniu auta ruszyłem do domu. Poczułem mocny ból w klatce piersiowej i straciłem przytomność.

~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~ ~*~

Obudziłem się w mojej sypialni. Nie mogłem się ruszyć, zostałem przywiązany do kaloryfera który został zamontowany tuż pod oknem.
- Ricki! - usłyszałem głos mojej dziewczyny.
- Lottie.. - burknąłem. - Co się dzieje? - otworzyłem oczy i zobaczyłem dziewczynę przywiązaną do łóżka. Max wszedł do pokoju a tuż zanim James, który natychmiast ruszył w moim kierunku.
- Myślałeś, że ci się to uda? - zapytał Davis podchodząc do Charlotte. - Jesteś jeszcze szczeniakiem. Teraz za twoje błędy zapłaci twoja dziewczyna. - brunet przysunął się w stronę blondynki. W jej oczach widziałem przerażenie.
- Zostaw ją! Ze mną możesz zrobić co chcesz, ale jej daj spokój! - krzyknąłem. - Kurwa Davis! Inaczej załatwmy tą sprawę!
- Proszę puść mnie. - załkała dziewczyna. Max rozebrał Lottie na moich oczach, zaczął się do niej dobierać. Miałem ochotę go zabić. Mógł ją sobie darować. Kiedy zaczął się z nią kochać, nie wytrzymałem i szarpnąłem za sznurki, chwilę póżniej odczułem tego skutki. Zacząłem krzyczeć, Max zaśmiał się. Była to chwila, która dla mnie trwała jak wieczność. Miałem ochotę zabić tego skurwysyna. Zacząłem żałować wszystkiego co zrobiłem dla niego przez całe moje życie. Chłopak zszedł z łóżka, Lottie cała zapłakana zaczęła zakrywać się kocem. Brunet podszedł do mnie i przystawił lufę do mojej głowy na co Charlie zareagowała krzykiem.
- Koniec tego przedstawienia. - odparł Max.
- Przepraszam. - szepnąłem w stronę dziewczyny. Davis pociągnął za spust, na początku czułem ciepło przepływające całe moje ciało. Póżniej już tylko ciemność.

* Kylie Pov *

W środku nocy obudziły mnie strzały. Zeszłam z łóżka i schowałam się za nim. Ruszyłam po cichu w stronę wyjścia z pokoju i ruszyłam w stronę sypialni Irwin'a.
- Ashton, Ashton obudź się. - szturchnęłam chłopaka. - Ash, coś się dzieje. - powiedziałam gdy tylko chłopak otworzył oczy. Zerwał się z łóżka i po cichu zszedł na dół każąc zostać mi w pokoju. Zrobiłam jak kazał. Po chwili chłopak wrócił do pokoju.
- On tu jest. - za blondynem weszła reszta chłopaków. - Ten idiota nie wie z kim zadziera. - warknął. - Calum zabierz ją stąd. Wywieź ją poza miasto. Gdzieś daleko, aby on jej nie dorwał. - odparł Ash.
- Nigdzie nie jadę. To przeze mnie jesteście w niebezpieczeństwie. Zostaje z wami. - mówiłam w tamtej chwili całkiem poważnie.
- Kylie obiecuje, że wszystko będzie w porządku. - Ash złapał mnie za ramię. - Jedź z Calum'em, nami się nie martw. Poradzimy sobie. - chłopak przytulił mnie. Czułam się przy nim tak bezpiecznie ale musiałam się otrząsnąć i wrócić do rzeczywistości. Ash odprawił mnie i Hood'a po czym ruszyliśmy się spakować. Wyszłam z pokoju z walizkami i pożegnałam się z chłopakami.
- Ashton, boję się. - załkałam.
- Nie bój sie, Calum się tobą zajmie. - wtuliłam się w lokowatego i razem z Hood'em ruszyliśmy w stronę garażu. Spakowaliśmy walizki do bagażnika jednego z aut i nie zauważeni wyjechaliśmy z posiadłości. Włączyłam radio, wyjęłam z torby książkę i zaczęłam ją studiować.
- Kod da Vinci? Czytałaś pierwszą część? - zapytał chlopak nie zrywając wzroku z autostrady.
- Jakoś nie miałam okazji. - odparłam.
- Zamiast czytać drugą część, przeczytaj tylko pierwszą i trzecią. - uśmiechnął się Cal. - Druga część jest strasznie przereklamowana.
- Zapamiętam na przyszłość. - puściłam oczko do chłopaka i przewróciłam kolejną stronę. Przeczytałam pierwsze dziesięć rozdziałów i odłożyłam książkę do schowka.
- Może cię zmienić? - zapytałam na widok zaspanego Hood'a.
- Nie. Idź spać, dam radę. - ziewnął. - Mogłabyś podać mi napój z torby? - zapytał. Odwróciłam się i sięgnęłam po torbę podręczną leżącą za moim siedzeniem. Wyjęłam z niej dwa napoje energetyczne i odłożyłam z powrotem na miejsce. Odkręciłam korek od butelki i podałam trunek chłopakowi.
- Napewno chcesz sam prowadzić wóz?
- Jasne, dam sobie radę. - uśmiechnął się.
- Dobranoc. - odwzajemniłam uśmiech. - Obudź mnie jeśli coś będzie nie tak. - oparłam głowę o siedzenie. Nagle rozbrzmiał dzwonek telefonu Calum'a. Usiadłam wygodnie i uważnie przyglądałam się chłopakowi.
- Co się dzieje? - zapytał odbierając rozmowę. - Co? Ale jak to? Chyba żartujesz. - odparł. - Kurwa. Dobra ja kończę. -  burknął i rozłączył się.
- Co się stało? - zapytałam. Chłopak był wstrząśnięty telefonem, który właśnie odebrał.
- Nic się nie stało. Idź spać.
- Nie pieprz mi tu głupot, tylko mów mi szybko co się stało. - położyłam dłoń na ręce chłopaka.
- Parker nie żyje. - odparł.
- Co?! Chyba sobie kurwa żartujesz!
- Była też tam jakaś dziewczyna. Wiem jedynie, że nazywa się Charlotte Larrson. Policja przyjechała po Ashton'a, sądzą, że to on ich zamordował.
- Co!? - krzyknęłam cała zalana łzami. - Zawracaj. - szarpnęłam chłopaka. - No już! Rób co ci każe! - wyjęłam broń ze schowka i przystawiłam mu ją do głowy. Chłopak zjechał na pobocze i spojrzał na mnie z troską.
- Kylie, nie wiesz co robisz. Odłóż tą broń. - powiedział chłopak.
- Albo zawrócisz, albo roztrzaskam ci łeb! Wybieraj!
- West odłóż tą broń. - szepnął. - Odłóż ją. - powtórzył kierując swoją rękę ku mnie. Delikatnie złapał za pistolet, który trzymałam w ręce, oddałam mu ją i rozplakałam się. Nie dawałam sobie juz rady. Wydarzenia, ktore ostatnimi czasy mialy miejsce w moim życiu strasznie naszły na moją psychikę. Hood wychylił się się w moją stronę i przytulił mnie.
- Cicho Kylie. - szepnął mi do ucha. - Wszystko będzie dobrze. - pogłaskał mnie jedną ręką po głowie a drugą przejechał po moich plecach. - Cicho. Ciii. - wtuliłam się w chłopaka przy czym jeszcze bardziej się rozkleiłam. Pierw Nat. Teraz Ricki i Lottie. Kto będzie kurwa następny? I czemu oskarżyli o to akurat Irwin'a? Odsunęłam się od chłopaka i przetarłam oczy.
- Przepraszam cię. - odparłam. - Jedź już. - wydałam chłopakowi polecenie a ten natychmiastowo je wykonał. Wyjęłam telefon z torebki i wykręciłam numer do Dominic'a. Chłopak odebrał po drugim sygnale.
- Tak? - usłyszałam jego zasypany głos.
- Nick? Bierz John'a i wyjeżdżajcie z miasta. Natychmiast.
- Kylie? Co? Co się dzieje? Czemu ty płaczesz? - zapytał.
- To nie jest teraz ważne. Ricki i Lottie nie żyją. Boję się, że będziecie następni. Bierz Evans'a i wyjedźcie gdzieś poza miasto.
- Co? Co ty wygadujesz? Pijana jesteś? - zadrwił chłopak.
- Kurwa Dominic, bierz John'a i wyjeżdżajcie z miasta jeśli chcecie się wogóle uratować. - rozmowa się zakończyła. Bateria w moim telefonie padła. Byłam tak wściekła na siebie, że nie naładowałam telefonu kiedy wróciłam, że uderzyłam ręką o karoserię auta. Bylam wyczerpana psychicznie, ale potrafiłam świetnie udawać, że wszystko w porządku. Rozłożyłam siedzenie i po krótkim czasie wylegiwania się na nim, zasnęłam.

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 8

Przebudziłam się w zaciemnionym pomieszczeniu. Naprzeciw mnie siedział Max na krześle. Gdy zobaczył, że moje oczy lekko się uchyliły wstał, i podszedł do mnie. Ścisnął mnie za brodę i uniósł moją głowę ku górze.
- Hoho, kto się obudził? - zadrwił chłopak.
- Pożałujesz tego Davis.
- A co? Irwin i ta jego szczeniacka banda mnie dopadnie? - zaśmiał się. - Nie rozśmieszaj mnie. - warknął.
- Irwin i ta jego szczeniacka banda jest w stanie zrobić ci o wiele więcej niż możesz sobie wyobrazić. - fuknęłam. Zwróciłam uwagę na moją prawą nogę z której sączyła się krew.
- Chłopaku. Masz przechlapane. - odparłam. Po chwili do pokoju wszedł Ricki. Max wyszedł zostawiając nas samych. Curtis podszedł do mnie by opatrzyć ranę. Sprzedałam mu kopa gdy tylko się do mnie zbliżył. Chłopak spojrzał na mnie wrogo. Podniósł apteczke i odłożył ją na szafę.
- West zachowuj się ładnie. I bądź grzeczna a nic ci się nie stanie. - burknął.
- Wiesz co Curtis? Pieprze cię! Ciebie i te twoje rady! Spadaj. - warknęłam. Chłopak wyszedł z pomieszczenia zostawiając mnie samą. Kurde gdzie ten Ash. Rozumiem, nie minęło dużo czasu ale mógłby się trochę pośpieszyć. Jakiś mężczyzna chwilę póżniej przyniósł mi jedzenie. Kopnęłam w talerz tlukąc go przy tym. Brunet sprzątnął odłamki szkła i wyszedł.

* Ashton Pov *

Kurwa! Miałem rację aby nigdzie się nie ruszać. Ale nieee, musiałem dać się podejść.
- Ashton nie denerwuj się, nie sądzę aby Parker dał ją skrzywdzić. - odparł Mikey.
- Czy ty wogóle kurwa słyszysz co mówisz? Curtis to kawał skurwysyna. Kylie mało go obchodzi. Mat nas zapierdoli. - stwierdziłem. - Chłopacy wykopujcie już sobie dołki. - fuknęłem szyderczo.
- Pomyślcię teraz. Gdzie Davis mógł ją wywieść? - zapytał Lukey.
- Nie jestem kurwa jego sekretarką. - warknąłem.
- Chciałem pomóc. - burknął Hemmo.
- Lepiej zamknij ten pysk i będzie dobrze. - złapałem chłopaka za bluzę i pchnąlem go na ścianę. Calum ruszył w kierunku młodego a Mikey próbował pomóc mi się uspokoić. Mam w sobie strach ale boję się przyznać. Boję się dać upust emocjom i przyznać się, że wymiękam.
- Wiem, że Kylie jest dla ciebie ważna. - Mikey szepnął cicho w moją stronę. - Więc, może zacznij to okazywać. Odstaw ten kieliszek i weź się za szukanie tej dziewczyny. - odparł. Wstałem i wyszłem do łazienki. Obmyłem twarz i wyszedłem z domu. Musiałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Dobrze mi to zrobiło.
                                                                         * Kylie Pov *

Max podszedł bliżej mnie i przykucnął. Przyglądał mi się dłuższy czas.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam.
- Od ciebie nie chce nic. - przerwał. - Od twojego brata wiele.
- Czego chcesz?  - zapytałam.
- Jego śmierci. - jego słowa mną wzdrygnęły, śmierci? Ale co takiego Mat mu zrobił?
- Nigdy ci się to nie uda. - odparłam. - Trzymaj się od niego z dala Davis.
- Oj Kylie, nie strasz mnie tą ekipą Irwin'a. Ich to nawet szczury kanalizacyjne się nie boją. - zadrwił. Gdybym miała wolne ręce ten gnojek pożałowałby w tym momencie wszystkich wypowiedzianych przez niego słów, a nawet tego, że wogóle się urodził.
- Jesteś popieprzony. - burknęłam.
- A Nat? Myślisz, że kto mi ją wystawił? - zapytał. - Wasz przyjaciel, Curtis. To jego zasługa. - zaśmiał się. - Teraz pora na ciebie. - chłopak przybliżył się do mnie i zaczął dobierać się do moich spodni.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam. - Pomocy!
- Zobaczysz, że będzie ci się podobało. - Max musnął moje ucho, co przyprawiło mnie o mdłości.
- Chyba po twoim trupie! - krzyknęłam kopiąc go. Chłopak rozłożył moje nogi, utrudniąc mi przy tym jakąkolwiek obronę i przysunął się bliżej mnie.
- Zostaw mnie kurwa. - odwróciłam głowę. - Pomocy!
Po chwili ktoś zdjął ze mnie chłopaka.
- Nie tak się umawialiśmy. - Ricki szarpnął leżącego Davis'a.
- Co się spinasz?
- Nie taka była umowa. Dziewczynie miało się nic nie stać. - warknął Curtis.
- Trochę zabawy na rozluźnienie atmosfery jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - zaśmiał się Max.
- Twoja zabawa już się kończy Davis. - Ricki kopnął chłopaka w brzuch, powtarzając parę razy czynność na lezacym Max'ie. Szybko podbiegł do mnie i odwiazał moje ręce.
- Nic ci nie jest? - zapytał z troską. Pierw mnie wystawia na takie niebezpieczeństwo a póżniej jeszcze pyta czy wszystko w porządku.
- Jak mogłeś to zrobić Nat? - zapytałam ze łzami w oczach. - Kurwa, chłopaku. Ona się w tobie kochała od czasów gimnazjalnych, a ty ją oddałeś temu dupkowi.
- Nie czas teraz na te tematy. Musisz uciekać. - odparł. Załapał mnie pod ramię i po drodze zabierając ze sobą apteczke, wyprowadził z budynku. Chłopak zaprowadził mnie do auta, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytałam. - Czemu kurwa podsunąłeś Nat w jego brudne łapska? Czemu mnie mu podsunąłeś?
- Z tobą miało byś wszystko w porządku. Miałaś wyjść z tego cało. Nie rozumiesz? - chłopak ruszył w stronę Bathurst. - Plan polegał na tym, że ściągamy twojego brata. A gdy już Max będzie miał go dla siebie, ciebie mieliśmy wypuścić. Nie miało ci się nic stać.
- Nie miało, a wyszło na odwrót. - przejechłam palcem obok rany po czym syknęłam z bólu. Przyjrzałam się jej z bliska. Nie była duża. Kula prawdopodobnie tylko mnie musnęła. Miałam na tyle szczęścia, że obeszło się bez żadnych większych problemów zdrowotnych. Sięgnęłam po apteczkę i opatrzyłam ranę.
- Cholera Kylie. - syknął Ricki. - Przepraszam za to wszystko. Za to, że ciebie w to wpakowałem. Że byłem dla ciebie takim skurwysynem.
- Trochę za późno na przeprosiny. - chłopak zaparkował pod bramą posiadłości Irwin'a. - Teraz lepiej dbaj o swój tyłek. Ashton, Max i Mat, napewno ci nie wybaczą tego co zrobiłeś. - wysiadłam z auta i ruszyłam do furtki. Chłopak podszedł do mnie, wziął mnie pod ramię i zaprowadził do domu. Gdy byliśmy już na podwórku usłyszałam strzał. Chłopak upadł. Nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili z domu wyszedł Ashton. Kucnęłam przy chłopaku i zapytałam co się stało.
- Pogrzało cię? Na ten moment mogłeś sobie darować! - krzyknęłam na Irwin'a.
- Temu kundlowi nie będę żałował nabojów. Mam ich sporo. - chłopak przybliżył się i wycelował pistoletem w Curtis'a.
- Przestań! - wyrwałam lokowatemu broń z dłoni.-  Gdyby nie on, zapewne skończyłabym jak Nat. Albo i gorzej, więc może byś zapytał czy wszystko ok a nie wszczynasz kolejną burdę.
Irwin spojrzał na mnie z troską i przytulił mnie.
- Przepraszam. - blondyn szepnął mi do ucha jeszcze mocniej mnie przy tym przytulając. Calum i Clifford zaprowadzili Curtis'a do salonu a ja poszłam wziąść szybki prysznic. Ubrałam dresowy kombinezon i zeszłam na dół. Ricki'ego już nie było.
- Brakowało mi tej wygody. - usiadłam na fotelu wtulając się w poduszkę.
- Napewno wszystko w porządku? - zapytał Lukey siadając na oparciu fotela na którym siedziałam.
- Jasne, trochę boli mnie noga. - spojrzałam na prawą kończynę. - Ale wszystko jest w porządku. Dziękuję, że pytasz. - uśmiechnęłam się do blondyna.
- Czego Davis chce od mojego brata? - zapytałam.
- Mat jest mu winien kasę. Wielką sumkę. - oświecił mnie Mikey.
- Jak wielką?
- Trzydzieści milionów dolarów. - odparł Ashton. Moje oczy wyszły z wrażenia na wierzch.
- Trzydzieści milionów? Jak on zgromadził taką sumę? - zapytałam.
- Narkotyki, kradzieże. Jakoś się uzbierało. - Calum spojrzał w moją stronę. Po tych wszystkich wydarzeniach, nie zdziwiło mnie nawet to co powiedział Cal. Gangi zajmują się jedynie tym. Tak więc nie zrobiło to na mnie zbyt dużego wrażenia. Byłam jedynie zła, że mój brat był na tyle głupi aby wkopać się w to bagno. Ale nic na to nie poradzę. Nie mogę cofnąć czasu. Nawet gdybym potrafiła, jeśli miało by się coś zepsuć to by się to stało, prędzej czy póżniej.
- Co dalej robimy? - zapytałam. - Jeśli mu się to nie znudzi? Jeśli dalej będzie próbował zabić któregoś z nas?
- Nie bój się Kylie. - Lukey położył swoją dłoń na moim ramieniu. - Sądzę, że narazie nic nam nie grozi. Davis stracił jedną wtyczkę, nikt inny z jego grona nie zna cię tak dobrze jak Parker.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 7

- Słucham ciebie. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Ashton westchnął głęboko i zaczął swój monolog.
- Chce abyś udawała moją dziewczynę.
- J-ja? Ale czemu? - wydukałam.
- Nicole jest moją byłą. - odparł. - Chce aby dała mi wreszcie święty spokój.
- No dobra. Ale co to ma wspólnego z tym całym udawaniem? - zapytałam.
- Może jeśli zobaczy, że jestem z tobą to odpuści i sobie pójdzie. - złapałam blondynka za rękę i zaciągnęłam do środka. Splątałam nasze dłonie i ruszyłam w stronę naszego stolika. Miny chłopaków były nieziemskie na widok naszej dwójki siedzącej obok siebie.
- Ash, tak długo się nie widzieliśmy. - szatynka usiadła obok lokowatego. - Mam ci tyle do opowiedzenia.
- To jest Kylie. - uśmiechnęłam się do dziewczyny. Ona zachowywała się jakby nie usłyszała ani jednego słowa wypowiedzianego przez Ashton'a. - Kylie jest moją dziewczyną. - odparł. Jej uśmiechnięta mina drastycznie szybko zmieniła się w ponurą. Calum na te słowa zakrztusił się trunkiem, który właśnie pił. Spojrzałam na chłopaków znacząco, a ci skineli głowami.
- Zaraz wracam. - ucałowałam Irwin'a i oddaliłam się od ekipy. Ruszyłam w stronę baru gdzie bawili się moi znajomi.
- Hej Dominic! - uwiesiłam się na szyji chłopaka.
- Cześć West! - chłopak przytulił mnie. Razem z nimi był także Ricki. Spojrzał na mnie a jego oczy natychmiastowo pociemniały.
- Co on tutaj robi? - zabrałam Nick'a na bok.
- Kto? Ricki? Przecież zawsze był częścią naszej paczki. Nie pamiętasz? - Dominic spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Raczej waszej paczki. Nie naszej, nie mojej. - fuknęłam. - Waszej. - warknęłam. Dominic zaprowadził mnie z powrotem do baru. Usiadłam obok niego.
- Ashton też tutaj jest? - Nick spojrzał na mnie. Odpowiedziałam mu jednym krótkim TAK i nic więcej nie dodałam.
- Nasza księżniczka chyba nie ma humoru. - zaśmiał się Rick.
- Zamknij się Curtis. - warknęłam w stronę chłopaka.
- Spokojnie, West. - Dominic położył rękę na moim ramieniu.
- Jak mam być kurwa spokojna? Wiesz z kim nasz Curtis trzyma sztamę? - zapytałam.
- West, dla swojego dobra lepiej zamknij ten swój piękny pyszczek albo pożałujesz. - warknął Ricki.
- Chcesz wiedzieć? - zapytałam. Ricki sięgnął do kieszeni po pistolet, którego lufa chwilę póżniej znalazła się tuż obok mojej głowy. Ludzie nie zwrócili nawet uwagi na sytuację która się tam rozgrywała. Chłopak wyprowadził mnie na zewnątrz gdzie czekali już na nas jego koledzy.
- Curtis ty psie. - warknęłam. Chłopak popchnął mnie po czym upadłam. Nagle z samochodu stojącego naprzeciw, wysiadł Max. Wstałam i otrzepałam spodnie z brudów.
- Myślałaś, że tak szybko się nas pozbędziesz? O nie, nie myszko. - zaśmiał się Davis. Odwróciłam się w stronę Curtis'a.
- Bedziesz się kurwa smażył w piekle, i ja tego dopilnuje. - odparłam. Po minie chłopaka widać było, że nie był do końca przekonany do tego co robi.
- My się tobą zajmiemy słonko. - Davis złapał mnie za kurtkę i pchnął w stronę auta. Chłopak trzymał mnie na muszce. Stanęłam na tyłach auta i ruszyłam do ucieczki, kiedy poczułam ból przeszywający całą moją nogę. Upadłam, zwróciłam wzrok w stronę chłopaków. Ricki otworzył tylne drzwi, a Davis zapakował mnie do auta. W chwili gdy wyjeżdżaliśmy z pod klubu na zewnątrz wybiegł Michael z Irwin'em, Max zaśmiał się drwiąco i wyjechał z obszarów zaciemnionej hali.

------------------------------------

Powoli dochodzimy do słodkiej dziesiątki ;)
Jak myślicie? Jak szybko ekipa Irwin'a tym razem uratuje pannę West? ;)
A może ktoś inny ruszy jej na ratunek? :)
Dowiecie się już niedługo xox

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 6

Tuż po otwarciu oczu ujrzałam Irwin'a wylegującego się na materacu obok łóżka na którym spałam.
- Przydałby się jeszcze jeden pokój. - zaśmiałam się.
- Wystarczyłoby jeśli pozwoliłabyś mi spać ze sobą. - odparł zaspany przecierając oczy.
- Nikt ci nie zabronił. Jeden warunek poprostu cię do tego zniechęcił. - uśmiechnęłam się szyderczo. W czasie gdy ja wylegiwałam się nadal pod kocem, blondyn wziął się za robienie porządków.
- Pomóc ci? - zaśmiałam się, widząc jak chłopakowi z trudem udaję się złożyć materac.
- Nie trzeba. - usłyszałam głos lokowatego dobiegający zza wielkiego kawałka gąbki. Zachichotałam pod nosem i schowałam głowę pod koc. Rozciągnęłam się pod nim i postanowiłam wstać. Ktoś wkońcu musiał zrobić im jakieś porządne śniadanie. Wstałam i poszłam do ubikacji. Wzięłam szybki prysznic i odziałam się w bieliznę przygotowaną dzień wcześniej. Nałożyłam na siebie szlafrok i poszłam do pokoju Hood'a gdzie znajdowały się moje ubrania. Otworzyłam drzwi od pokoju z nadzieją, że chłopak już dawno nie śpi. Gdy weszłam do sypialni Calum'a ujrzałam go w całej okazałości tak, jak stworzyła go matka boska.
- Przepraszam za przeszkadzanie w podziwianiu tak pięknego arcydzieła. - zaśmiałam się zakrywając oczy dłonią. - Przyszłam tylko po ciuchy. Zaraz zostawię cię samego. - podeszłam do szafy stojącej w rogu pokoju i wyjęłam z niej ubrania po czym wyszłam z sypialni ponownie przepraszając Hood'a za najście. Postanowiłam ubrać spodenki z wysokim stanem i top z Iron Maiden. Zeszłam na dół gdzie czekali na mnie Lukey i Miki.
- Heeej. - powitałam się z chłopakami z uśmiechem, który dwójka odwzajemniła. - Co chcecie na śniadanie? - zapytałam podchodząc do szafki w której znajdowały się kubki. Wyjęłam z niej naczynie i przygotowałam sobie mleko czekoladowe. - Może chcecie grzanki z serem? - zadałam chłopakom kolejne pytanie. Skineli głowami, co mogło jedynie oznaczać, że się zgadzają. Wyjęłam z lodówki ser i masło a póżniej chleb. Podgrzałam toster i wsadziłam do niego dwie kromki chleba. Po chwili przygotowań śniadanie było zrobione. Zawołaliśmy Calum'a i Ashton'a po czym wszyscy razem siedliśmy do stołu.
- Kylie stwierdziła, że potrzebny jest jeszcze jeden pokój. - zaśmiał się Ash.
- To żaden problem. Przecież mamy jeden na zbyciu. - odparł Mikey.
- Czemu od początku nie mówiliście? - zapytałam. - Obeszło by się bez spania na kanapie w salonie. - uśmiechnęłam się biorąc łyk gorącego napoju.
- Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. - burknął lokowaty.
- Stary, to jego siostra, nie będzie miał o to żadnych problemów. - Cal spojrzał na Irwin'a. Jego wypowiedź mnie zszokowała. Czyli mam rozumieć, że mój brat po ucieczce ukrywał się właśnie tutaj?
- Mat tutaj mieszkał? - wypaliłam nagle bez namysłu.
- Tak. On i Ash byli jak bracia. - Lukey spojrzał na Ashton'a z uśmiechem. - Póżniej doszliśmy my. - chłopak zerknął kolejno na Michael'a i Hood'a. - Nie znaliśmy go długo. Może jakiś rok? Ash znał go o wiele dłużej niż my.
- Mogę zobaczyć jego pokój? - zapytałam. Lukey wstał i zaprowadził mnie do sypialni mojego brata. Mogę przysiąść, że przez cały czas kiedy przesiadywałam w tym domu nigdy nie zwróciłam uwagi na to co znajduje się za drzwiami za którymi znajdował się pokój Mat'a.
- Możesz tutaj przenieść swoje rzeczy. - oznajmił blondyn i wyszedł zostawiając mnie samą. Moją ciekawość przykuła niewielka ramka stojąca na biurku. Było to zdjęcie z moich piątych urodzin. Jedno z moich ulubionych zdjęć. Byliśmy wtedy tak bardzo szczęśliwi. Ja, Mat, mama. Wszystko było takie idealne. Ale co dobre, zawsze szybko się kończy. Mama zginęła w wypadku w dzień kiedy wykonano tą fotografię. Dwadzieścia minut po zrobieniu tego oto zdjęcia. W wypadku towarzyszył mamie jej chłopak. Nigdy nie przepadałam za tym mężczyzną. To on spowodował ten wypadek. To przez niego mama nie mogła być teraz przy nas i trzymać nas przy sobie. Wyszłam do pokoju Calum'a i przeniosłam do mojego pokoju wszystkie moje rzeczy znajdujące się w pokoju chłopaka. Ułożyłam je na swoim miejscu i usiadłam na łóżku.
- Nie przeszkadzam? - do pokoju wszedł Mikey. Wskazałam chłopakowi miejsce obok mnie aby usiadł. Miki zamknął za sobą drzwi i skierował się w moją stronę.
- A więc miałam rację? - zapytałam. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Mat żyje i ma się dobrze? Kto by pomyślał. Wszyscy sądzili, że już dawno nie żyje. Jednak. . - pociagnęłam nosem. - Jednak warto wierzyć. - uśmiechnęłam się przez łzy.
- Wiara to ostatnia nadzieja dla świata. - chłopak odwzajemnił uśmiech. Spokojnie mogłam stwierdzić, że czułam się przy nich jak przy rodzinie. Nie tej z domu dziecka. Jak w biologicznej.
- Kim był dla ciebie Curtis? - zapytał.
- Mogłabym stwierdzić, że przyjacielem. Ale oni nie robią czegoś takiego. - spojrzałam na zielonowłosego. - Gdy szarpnął mną, nie mogłam uwierzyć że to naprawdę on. Nie potrafiłam sobie tego poprostu uświadomić. Ricki nigdy nie był wulgarny. Był osobą, której poprostu nie dałoby się nie lubić.
- Ulica zmienia ludzi. - odparł Mikey. - Ale nie bój się. Więcej nie wpadniesz w ich parszywe łapska. - chłopak utwierdził mnie w przekonaniu, że naprawdę mogę im zaufać. Po dłuższej konwersacji ruszyłam razem z nim do salonu gdzie siedzieli Ash, Cal i Luke. Usiadłam na fotelu naprzeciwko chłopaków.
- Jakieś plany na dziś? - zapytałam.
- Wiesz... - Calum zaciągnął się papierosem, po dłuższej chwili wypuścił dym z płuc. - Dziś jest piątek.
- Tak, tak. Rozumiem. - odparłam. - Weekendu początek. Chlania początek i ćpania początek. - zaśmiałam się.
- No właśnie. - uśmiechnął się Hood. - Tak więc, może udalibyśmy się do jakiegoś klubu?
- Mi pasuje. - fuknęłam z zadowoleniem. Wszyscy oprócz Ashton'a byli za tym aby gdzieś wyskoczyć.
- Ashton, nie daj się prosić. - uśmiechnęłam się do lokowatego. - Obiecuje. - przełożyłam prawą rękę na miejsce gdzie znajdowało się serce a lewą uniosłam ku górze. - Będę trzymała się przy was. Nie odsunę się ani na krok. - uśmiechnęłam się. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam do tańca.
- Więc jak będzie? - odchyliłam się od chłopaka.
- Namówiłaś mnie. - zaśmiał się.
- Dziękuję! Dziękuję! - krzyknęłam po czym ucałowałam chłopaka w policzek i wybiegłam z salonu do sypialni. Wyrzuciłam wszystkie ciuchy z szafki na podłogę i zaczęłam wybierać kreację na dziś wieczór. Po dłuższym przegrzebywaniu szafy wybrałam swój outfit. Wybrałam czarne legginsy, biały top z krzyżem oraz czarną ramoneskę. Zabrałam ubrania i poszłam do toalety. Wzięłam prysznic i ubrałam przygotowane ciuchy. Nałożyłam delikatny makeup podkreślając oczy. Włosy wyprostowałam i spryskałam lakierem aby wytrzymały cało nocną zabawę. Zeszłam na dół aby bezbłędnie dopasować buty. Nałożyłam na nogi białe conversy i poszłam do kuchni.
- Jestem już gotowa. - uśmiechnęłam się do Lukey'a siedzącego przy stole. Chłopak na mój widok zakrztusił się napojem którego łyk właśnie wziął.
- Muszę przyznać Kylie. - blondyn odprowadził mnie wzrokiem do lodówki. - Że wyglądasz świetnie. - odwróciłam się w stronę Hemmings'a i uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję bardzo. Jesteście już gotowi? - zapytałam. Wyciągnęłam z lodówki sok i nalałam sobie do szklanki.
- Raczej tak. - chłopak wstał z miejsca i wyszedł z kuchni. - Już po nich idę.
- Nie pośpieszaj ich, mamy jeszcze dużo czasu. - rzuciłam za chłopakiem. Podeszłam do umywalki i wstawiłam do niej szklane naczynie z którego przed chwilą sączyłam napój.
- Jesteśmy już got.. - odwróciłam się w stronę wejścia. - O kurwa. - oczy chłopaków były skierowane ku mnie. Ich miny wyprowadziły mnie z poważnego myślenia.
- Matko, ducha zobaczyliście? - zaśmiałam się.
- Ulala modemoiselle West. - oczy Calum'a zalśniły.
- Chodźmy już lepiej. - zaśmiałam się wymijając chłopaków kierując się w stronę wyjścia. Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę podjazdu.
- Chyba nie chcecie jechać tym gratem? - zaśmiałam się wskazując na zabrudzonego Chryslera Grand Voyagera. - Wskakuj. - Ashton podszedł do auta i otworzył przednie drzwi.
- No chyba oszalałeś! - wybuchłam śmiechem. - Napewno nie wsiąde do tego auta. Rozumiem. Mama uczyła mnie by nie narzekać, ale jechać w tym aucie to poprostu jakaś kara! - zaśmiałam się, podpierając się o Clifford'a. Irwin otworzył garaż i wprowadził brudny samochód do środka. Po chwili czekania wyjechał Oplem Speedsterem. Moje oczy zalśniły.
- Ja z przodu. - podbiegłam ze śmiechem do auta, otworzyłam drzwi i z uśmiechem usadowiłam się na siedzeniu.
- Gotowi? - kierowca wyjechał z podjazdu na nasz znak i ruszył w stronę miasta. W radiu leciała piosenka Blink-182 - All The Small Things, którą Ash cicho podśpiewywał. Przy refrenie dołączyłam do niego. Lubiłam tą piosenkę jak i ten zespół. Byli dla mnie taką małą odskocznią od rzeczywistości.
- Który dziś nie pije? - zapytałam. - Ktoś musi robić za kierowcę. - odwróciłam się do tyłu.
- Masz prawo jazdy? - zapytał Mikey.
- Tak. Czemu pytasz? - po ich wzroku wnioskowałam jedno, to ja musiałam dziś sobie odpuścić jakiekolwiek dobra. - No świetnie. - burknęłam pod nosem i odwróciłam się w stronę jezdni. Po chwili jazdy Ash zaparkował auto pod klubem. Wysiadłam z samochodu i zaczekałam aż chłopacy powtórzą tą czynność. Po chwili ruszyliśmy do środka. Dookoła było pełno ludzi. Przy wymijaniu rozpoznawało się wokół nich wiele znajomych twarzy. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Mikey poszedł po trunki i powoli rozpoczynaliśmy zabawę. Po jakimś czasie Miki wrócił z napojami.
- Ashh! - usłyszałam piskliwy dziewczęcy głos tuż nad moją głową. Kobieta usiadła tuż obok mnie. Muszę przyznać, figurę miała świetną, ale na twarzy trochę za dużo.
- Cześć Nicole. - fuknął Ashton. Wziął łyk napoju i wstał oddalając się od naszej ekipy. Przeprosiłam ich i poszłam tuż za nim.
- Ash! - krzyknęłam za chłopakiem. - Ashton! - powtórzyłam. Blondyn odwrócił się.
- Co się stało? - podeszłam bliżej niego. - Czemu tak wypaliłeś z miejsca? - zapytałam. Chłopak wyprowadził mnie na zewnątrz budynku.
- Kylie musisz coś dla mnie zrobić. - odparł lokowaty.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 5

Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Byłam przywiązana do krzesła, w ramieniu nadal czułam cholernie straszny ból.
- Nasza księżniczka już się obudziła. - z oddali widziałam męską sylwetkę. Cały obraz był rozmazany więc nie mogłam do końca dojrzeć kto to był. Chłopak podszedł bliżej, złapał mnie za włosy i zmusił do uniesienia głowy. Syknęłam z bólu co mężczyznę najwyraźniej rozbawiło ponieważ po całym pomieszczeniu rozległ się jego donośny śmiech który odbijał się echem o ściany budynku.
- Ricki, kurwa! Wypuść mnie! - fuknęłam z bólem. - Proszę.
- West, nie rozśmieszaj mnie. - zaśmiał się brunet. - Naprawdę sądzisz, że byłbym w stanie zrobić to dla ciebie?
Nagle w oddali pojawił się Max. Moja głupota właśnie dawała o sobie znać. Gdybym natychmiast skojarzyła fakty, nic by się nie stało, mogłabym zapobiec tym wszystkim wydarzeniom.
- Curtis wyjdź stąd. - warknął Davis, Ricki wykonał polecenie i zostawił naszą dwójkę sam na sam.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam.
- Widzisz. - chłopak oparł ręce na oparciach krzesła. - Od ciebie to akurat nic nie potrzebuje. - uśmiechnął się. - Chociaż w sumie. - przeciągał kładąc prawą rękę na mojej nodze.
- Nawet o tym nie myśl. - warknęłam. - Bo jeszcze się przeliczysz.
Brunet odsunął się ode mnie, spojrzał w moją stronę z głupim uśmieszkiem.
- Oj, Kylie. Głupiutka Kylie. - w jego głosie wyczuwalne było rozbawienie. - Jestem ciekaw czy jesteś w tym tak samo dobra jak twoja przyjaciółka.
- Ty psycholu! Jesteś chory! Powinieneś już dawno gnić w więzieniu! - zaczęłam wykrzykiwać w stronę chłopaka różnego rodzaju obelgi. Nie panowałam nad tym. Chłopak ruszył w stronę wyjścia nic nie robiąc sobie z tego.
- Głupi kutas. - warknęłam pod nosem.
- Głupia suka. - zaśmiał się Davis znikając w zaciemnionym korytarzu. Po chwili moim oczom ukazał się Ricki.
- Curtis chodź tu. - próbowałam wyszarpać się z objęć sznura. Chłopak podszedł do mnie i usiadł na przeciwko.
- Co ja ci takiego kurwa zrobiłam chłopaku? Byliśmy przyjaciółmi a ty co?
- No właśnie West. Byliśmy. Już nie jesteśmy. Otrząśnij się. - burknął.
- Za co się w tej chwili mścisz? Za to, że sam przestałeś się odzywać? Że mnie unikałeś? - zapytałam, wzrok chłopaka przeniósł się na moją twarz.
- Kurwa, West. - warknął. - Przestań się nad sobą użalać.
- Ten drań zabił Nat. - wydusiłam przez zęby. -  A ty kurwa trzymasz z nim sztamę?! Czy cię do końca popierdoliło? - wykrzyczałam przez łzy. Chłopak wstał i wyszedł zostawiając mnie samą.

*Ashton Pov*

Gdzie ona poszła? Nie ma jej już dwie godziny. A telefon jest poza zasiegiem. Mam wielką nadzieję, że jest cała i zdrowa tylko poprostu gdzieś się zasiedziała. Mieliśmy ją chronić, nie wybaczyłbym sobie jeśli coś by się jej stało. Przecież przysięgłem jej bratu, że zadbamy o jej dobro.
- Znaleźliśmy jej telefon. - krzyknął Cal, natychmiast odwróciłem się w stronę chłopaka. Podszedł do mnie i rozłożył mapę na stoliku.
- Tutaj. - wskazał na zalesiony obszar. - Kończy się zasięg jej telefonu. A co znajduje się w tym miejscu? - chłopak spojrzał na mnie.
- Stary zakład karny. - zanim moje myśli się zebrały minęło parę chwil. - Kurwa. Na co jeszcze czekacie? - zapytałem. Odprawiłem chłopaka i poszłem do garażu. Zapakowaliśmy się do Vana i ruszyliśmy w drogę. Moje dłonie coraz to mocniej zaciskały się na kierownicy co natychmiastowo zauważył Mikey.
- Stary, nie denerwuj się. Nic jej się pewnie złego nie dzieje. - odparł.
- Wiesz co nas kurwa czeka jeśli coś jej się stanie? Mat nas zabije. - warknęłem. Chłopak przyglądał mi się dłuższą chwilę, lecz chyba zrezygnował z dalszej rozmowy. Zatrzymałem samochód przy polnej drodze, kawałek od zakładu.
- Ty i Cal. - spojrzałem na Michaela. - Zajmijcie się Kylie. Ja i Lukey przypilnujemy na zewnątrz. - wysiedliśmy z auta i rozeszliśmy się.

* Michael Pov*

- Dobra Cal. Ty pilnuj drzwi. - wskazałem na wejście. - Ja pójdę po dziewczynę.
Chłopak skinął głową a ja weszłem do budynku. Zobaczyłem Kylie przywiązaną do krzesła. Sprawdziłem czy obszar jest czysty i dałem znak Hood'owi, że może wejść. Syknęłem w stronę Kylie by dać jej znać, że właśnie przybyliśmy jej na pomoc. Dziewczyna na mój widok była bardzo szczęśliwa. Podeszłem do niej a Calum pilnował wyjścia.
- Chłopacy uratowaliście mi życie. - uśmiechnęła się do mnie. Odwiązałem ją i wyszliśmy z budynku prowadząc się w stronę auta.

* Kylie Pov *

Chłopacy wyprowadzili mnie z budynku i ruszyliśmy w stronę auta.
- Chłopacy uratowaliście mi życie. - westchnęłam. - Nie wiem jak wam dziękować.
- To nasz obowiązek. - odparł z uśmiechem Ash.
- Przepraszam. - zapięłam pas. - Ale czemu tak bardzo zależy wam na moim dobru? - zapytałam.
- Twój brat. - zaczął Ashton. - Gdy wyjeżdżał z miasta poprosił abyśmy zadbali aby nic ci się nie stało przez jego nieobecność. Jesteś jak nasza siostra. Dlatego dbamy o ciebie. - uśmiechnął się.
- Mój brat? - zapytałam. Mojego brata widziałam ostatni raz gdy miałam 7 lat. Minęło już 10 lat. Nawet nie pamiętam jak wygląda. Nie wiem co się z nim stało, kiedy uciekł z domu dziecka miał 16 lat. Niestety nasze drogi się rozeszły. - Znacie Mat'a? Co się z nim dzieje?
- Wyprowadził się. Ma żonę, dzieci. Chciał zacząć wszystko od nowa. Zapewnić im bezpieczeństwo. - odparł Ash.
- Szkoda tylko, że wolał mnie oddać pod opiekę kumplom. I uratować życie swojej żonie niż osobie z którą dzieli DNA. Fajne uczucie. - burknęłam odwracając głowę w stronę okna. Chłopak ruszył do domu.
- Nic ci nie zrobili? - zapytał Ashton.
- Zabili mnie, wiesz? Głupie pytania zadajesz. - warknęłam.
- O co ci chodzi? - zapytał z oburzeniem chłopak.
- A jak byś się kurwa czuł pod względem, że twój brat wolał cię olać i wyjechać? Co? Jak byś się czuł?
- Nie olał cię. - syknął.
- Ha. Bardzo śmieszne. A co? Może zrobił to dla mojego dobra? - zapytałam. - Gdyby tak było, siedziałabym właśnie w moim gabinecie i zajmowała się kolejnymi problemami prawnymi. A tym czasem, siedzę właśnie z osobami które uratowały mi życie.
- No właśnie. Uratowaliśmy ci życie, więc może zacznij okazywać nam wdzięczność co? A nie walisz foszkami na prawo i lewo. - warknął Ash. Odwróciłam głowę w stronę okna. Po dłuższej chwili znaleźliśmy się na podjeździe. Wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. Wzięłam kąpiel i zeszłam do salonu.
- Chciałam was przeprosić. - powiedziałam stojąc w progu.
- W porządku. Nic się nie stało. Masz rację. Mat nie powinien tak postąpić. - uśmiechnął się Mikey. Usiadłam pomiędzy Hood'em a Hemmings'em. Chlopacy rozgrywali mecz w Fifa.
- Oj chłopacy. Słabiutko. - zaśmiałam się.
- Sądzisz, że umiesz lepiej? - zapytał Mikey.
- Jakże inaczej.
- Kolejny mecz. Ty kontra ja. - chłopak wyciągnął dłoń ku mnie.
- Oj kochany. To twój najgorszy wybór. - uścisnęłam rękę Michael'a.
- Czemu tak myślisz?
- Bo rozgniotę cię słonko jak robaczka. - powiedziałam z grymasem na co chłopacy zaczęli vivatować. Pierwsza rozgrywka zakończyła się pięć do trzech dla Lukey'a. Teraz nadszedł czas na mnie i Clifford'a. Wygrany z naszego boju miał walczyć o miano mistrza z wygranym z poprzedniej rozgrywki. Michael wybrał Manchester United a ja Real Madryt. Tuż po pierwszych pięciu minutach Mikey strzelił mi pierwszego gola. Przysięgłam mu, że to pierwszy i ostatni raz. Zamierzałam wygrać. Po pierwszej połowie Mikey prowadził dwoma punktami. Lecz nie na długo. Gra się zakończyła a ja mogłam cieszyć się wygraną.
- Chłopie, laska cię ograła. - Lukey nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Czekaj, czekaj. Teraz ty z nią grasz. Jestem ciekaw czy będzie ci wesoło gdy skończycię. - uśmiechnął się szarmancko Michael. Gra jak szybko się zaczęła, tak szybko się zakończyła. Blondyn poddał się po pierwszej połowie. W której prowadziłam dziesięć do jednego.
- I co Luke? Było miło? - zaśmiał się Cal.
- Zamknij się. - warknął obrażony blondyn. Podeszłam do siedzącego na sofie Hemmings'a od tyłu i przytuliłam go.
- Oj nie gniewaj się. Kolejnym razem pójdzie ci lepiej. - odchyliłam głowę w prawą stronę. - Lepiej ci? - zapytałam. Chłopak uśmiechnął się do mnie co znaczyło zgodę. W kącie pokoju siedział Ashton. Przyglądał się całej sytuacji. Kątem oka spoglądając na ekran telefonu. - Ja już idę spać. Dobranoc. - wyszłam z salonu i ruszyłam w stronę pokoju Irwin'a. Po chwili chłopak przyszedł za mną.
- Kylie?
- Tak? - zwróciłam uwagę na blondyna zamykającego drzwi.
- Mam rozumieć, że dziś śpimy razem? - chłopak spojrzał na mnie z grymasem.
- Ahh, te twoje marzenia. - zaśmiałam się. - Wiesz, tak się składa, że to moja sypialnia. - blondyn wybuchł śmiechem.
- Możesz spać ze mną. Pod jednym warunkiem. - zagroziłam chłopakowi palcem. Co musiało wyglądać komicznie, jeśli chłopaka to rozbawiło. - Rączki trzymasz przy sobie.
- Oj będzie trudno. - zaśmiał się. - Śpij spokojnie. Ja będę spał na materacu. - chłopak pstryknął palcem a po chwili wyszedł z pokoju. Nagle zjawił się w nim powtórnie z wielkim materacem który chwilę póżniej ułożył obok łóżka.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się. Nakryłam się kocem i odpłynęłam w stan błogiego snu.

------------------------------------

W skali od 0 do 10 na ile spodobał wam sie teledysk do Amnesia? Jak dla mnie jest ksvscakixsbvzanisevKsbxhsh! ;D
Jednym słowem KOCHAM <3