czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 4/Part2

- Siema laska! Co cię do nas sprowadza? - chłopak gdy tylko zobaczył mnie w wejściu natychmiastowo do mnie podszedł.
- Witam, witam. Nie można już sprawdzić jak się miewa najlepszy ochroniarz? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i odsunęłam się od chłopaka o dwa kroki do tyłu.
- Jasne, że tak.-  uśmiechnął się i podszedł do mnie. - Tylko nie w pracy. - zaśmiał się cichutko.
- Kylie? - usłyszałam za sobą głos Ashton'a na który natychmiast mój organizm zareagował strachem. Stanęłam obok Dominic'a, który od razu wyczuł, że coś jest nie tak jak być powinno.
- Kylie, nie każ mi się znów szukać. - chłopak oparł ręce na kolanach. - Bałem się o ciebie. - westchnął głęboko. Był tak zdyszany, że sprawiał wrażenie jak gdyby moment przed przebiegł maraton.
- Ash, to jest Dominic. - skwitowałam podchodząc do lokowatego. - Nic ci nie jest? - zaśmiałam się kładąc chłopakowi rękę na ramieniu.
- Wszystko w porządku. - uśmiechnął się podnosząc głowę. - Jestem Ashton. - podał szatynowi rękę którą chwilę póżniej chłopak uścisnął. - Dominic.
Byłam bardzo zdziwiona zachowaniem chłopaka. Jeszcze chwilę przed zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak i pokazywał swoje humorki a teraz? Jego humor natychmiast poprawił i mój.
- Miło było poznać, ale musimy już lecieć. - chłopak objął mnie w pasie. Jego dotyk sprawił, że po moim ciele przeszły delikatne dreszcze. - Trzeba jeszcze zrobić obiad, co młoda? - Dominic spojrzał na nas z niedowierzaniem. Samą mnie cała sytuacja bardzo zdziwiła.
- A wy jesteście razem? - zapytał Nick wskazując na naszą dwójkę palcem.
- N..
- Jasne, że tak. - Ashton nie dał mi dojść do słowa. - To Kylie ci się nie chwaliła? - lokowaty spojrzał na mnie.
- Nie miałam o czym mówić. - zaśmiałam się. - Bo nie jesteśmy razem. - odsunęłam się od Ashton'a i podeszłam do Dominic'a. - Dobrze, że za marzenia nie płacą. - fuknęłam z grymasem, pożegnałam się z szatynem i wyszliśmy ze sklepu.
- Jakie pytanie chciałaś mi zadać? - chłopak uśmiechnął się do mnie przekrecając kluczyk w stacyjce.
- Chciałam się dowiedzieć w jaki sposób znalazłam się u ciebie w pokoju. - zapięłam pas i odwróciłam głowę w stronę lokowatego.
- Przeniosłem cię tam w nocy, kiedy spałaś. - blondyn odpadlił silnik i wyjechał na ulice kierując się w stronę domu.
- Mogłeś mnie obudzić. Jeszcze potrafię chodzić. - odparłam otwierając okno i wykładając rękę na zewnętrzną stronę drzwi.
- Nie chciałem tego robić. - Ash skręcił na podjazd i wjechał autem prosto do garażu. Wzięliśmy torby i poszliśmy do domu.
- Kupiliście coś do jedzenia? - zapytał Mikey kiedy tylko pojawiliśmy się w kuchni.
- Tam. - Ashton wskazał na torebkę z Mc'Ca. - Masz frytki i hamburgera.
Chłopak natychmiastowo rzucił się na jedzenie. Po chwili do kuchni przyszli Cal i Lukey.
- Macie coś do jedzenia? - zapytali chórem, na ich zachowanie zareagowałam śmiechem.
- Musicie zaczekać. Zaraz będę brała się za zrobienie obiadu. - wypakowałam produkty z torby i wyjęłam potrzebne przedmioty. Długo nie trwało i chłopacy mogli już konsumować posiłek.
- Gdzie nauczyłaś się tak gotować? - zapytał Luke nabierając jedzenie na widelec.
- Chłopak mnie nauczył. - uśmiechnęłam się i zabrałam się za dalsze konsumowanie potrawy.
- Ty masz chłopaka? - Mikey zaczął się krztusić a reszta ekipy rzuciła mu się na pomoc.
- Miałam.
- A czemu już nie masz? - zapytał Ash. Spojrzałam na niego, po jego pytaniu natychmiastowo odechciało mi się jeść. Nigdy nie lubiłam na ten temat rozmawiać.
- A czemu cię to interesuje? - spytałam, na twarzy lokowatego wymalowane było zdezorientowanie. Zazwyczaj dziewczyny lubią rozmawiać na swój temat, a co dopiero się żalić jak to jest im źle. Niestety na ich niekorzyść nie byłam jedną z tych lasek. Wolałam tłamsić cały ból w sobie i nie zanudzać o nowo kupionym lakierze do paznokci.
- Tak poprostu spytałem. - blondyn spuścił wzrok. Wstałam i wstawiłam brudne naczynia do zmywarki.
- Idę na spacer. Wrócę za jakąś godzinę. Wrazie czego dzwońcie. - nałożyłam buty na stopy i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę parku, mijając mieszkańców Bathurst dziwiło mnie, gdzie ci ludzie tak pędzili. Wszyscy się gdzieś śpieszyli, dopiero teraz zobaczyłam jak to jest żyć na spokojnie. Bez presji.
- Cześć. - zza muru wyskoczył chłopak który ostatnimi czasu chyba lubił za mną chodzić.
- Czego ty chcesz? - skarciłam chłopaka wzrokiem, chciałam go wyminąć lecz zastawił mi drogę swoim ciałem. Zrobiłam dwa kroki do tyłu i zmierzyłam chłopaka wzrokiem.
- Przepraszam. Chyba się źle zrozumieliśmy. - Max przybliżył się do mnie, chciałam odsunąć się w tył lecz na kogoś wpadłam. Odwróciłam się a moim oczom ukazał się Ricki.
- Witam. - brunet wyszczerzył się ukazując przy tym szereg białych zębów.
- No dobra. - odsunęłam się od chłopaków. - Czego ode mnie chcecie?
- Nic kotku. - Max podszedł do mnie a po chwili poczułam ból na ramieniu. Straciłam czucie w nogach. Upadłam i straciłam przytomność.

------------------------------------

A tutaj macie chłopaków po ich pierwszym treningu, z prywatnym trenerem haha. ;D

Rozdział 4/Part1

Obudziłam się dość późno, lecz co najdziwniejsze. Nie leżałam na sofie w salonie tylko w pokoju Ashton'a. Wstałam i przetarłam oczy. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni gdzie siedzieli chłopacy.
- Cześć.  - siadłam obok Lucas'a. - Macie na dziś plany?
- Na tą chwilę nie. Czemu pytasz?  - Mikey zwrócił swoją całą uwagę na mnie.
- Myślałam żeby pojechać do Sydney. Nudzi mnie siedzenie w domu. - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jasne, mam parę spraw do załatwienia na mieście.  - Ashton odwrócił się w moją stronę. - Idź się przygotować. - burknął sucho i wyszedł z kuchni. Powtórzyłam czynność i wybrałam się do sypialni. Przebrałam się i ruszyłam do łazienki. Umyłam się, uczesałam i byłam gotowa do wyjścia.
- Ash, możemy jechać! - krzyknęłam a chłopak nagle pojawił się w progu salonu. Wyszłam z domu a chłopak poszedł za mną. Wsiedliśmy do czarnego Range Rovera Evoque i ruszyliśmy w podróż.
- Jakie masz na dziś plany? - włączyłam radio i przyciszyłam lekko abym mogła normalnie prowadzić konserwację z lokowatym.
- Parę małych spraw.  - chłopak nie oderwał wzroku z drogi nawet na chwilę.
- Mam rozumieć, że zostaję sama? Zero obstawy? Zero stresu? - zaśmiałam się a na twarzy chłopaka zagościł uśmiech.
- Oczywiście, że nie. Najpierw pójdziemy do Bing Lee po nowy telefon. Póżniej po coś na obiad, na koniec załatwimy twoje sprawy. - uśmiechnął się, więc odwzajemniłam uśmiech. Po dłuższej chwili jazdy byliśmy na miejscu. Ash zaparkowł auto na parkingu pod galerią. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do wejścia. Weszliśmy do windy którą po chwili wjechaliśmy na górę.
- Jaki telefon ci się marzy? - zapytał blondyn zaciągając mnie do stoiska z telefonami komórkowymi.
- Po co mi telefon? - zaśmiałam się. - I tak ciągle siedzę w domu. Macie mnie pod lupą.
- Każdemu jest potrzebny telefon. Wrazie potrzeby musisz mieć. - lokowaty uśmiechnął się do mnie i zaczął wybierać. - Więc? Jaki ci się marzy? - zapytał a ja natychmiast odwróciłam się w jego stronę.
- Najlepiej LG. - uśmiechnęłam się i wyszłam ze sklepu kierując się do drogerii.
- Uważaj jak chodzisz! - krzyknęłam na faceta, który przed chwilą się ze mną zderzył.
- Może tak milej do kumpli? - spojrzałam na chłopaka i wiedziałam że Ricki nie zwiastuje nic dobrego.
- Kumpli? Przestałeś nim być już dawno temu. - burknęłam. Na całe szczęście po chwili zjawił się Ash.
- Kogo moje oczy widzą, wróciłeś do miasta? Pamiętaj, że ludzie nadal na ciebie polują. - fuknął arogancko Ashton. Blondyn podszedł do mnie i wsunął nowy telefon d mojej torebki.
- Irwin i West. Jaki miły widok, a gdzie reszta twojej bandy? W kanałach? - zaśmiał się Rick.
- Spadaj pajacu. Nie mamy zamiaru tracić czasu na takich jak ty. - warknęłam. Złapałam lokowatego za rękę i pociągnęłam go w stronę wyjścia.
- Macie pozdrowienia od Max'a. - usłyszeliśmy głos bruneta za nami. Ash wyrwał dłoń z mojego uścisku i ruszył w stronę chłopaka.
- Słuchaj kundlu.-  syknął łapiąc Rick'iego za bluzę. - Trzymaj się od niej z dala, albo ty i Davis pożałujecie. Zrozumiano? - pchnął go na ścianę i wyszliśmy z budynku.
- Chcesz gdzieś jeszcze jechać? - zapytał w pośpiechu wsiadając do auta.
- Możemy już jechać do domu. - uśmiechnęłam się i zapięłam pasy. Chłopak odpalił auto i ruszyliśmy do domu.
- Skąd znasz Parker'a? - zapytałam rozciągając się na siedzeniu.
- Stara znajomość i długa historia.
- A ten cały Max? Kto to? - zadałam chłopakowi kolejne pytanie na które mi nie odpowiedział. Nie lubię kiedy ktoś nie odpowiada na moje pytania, jest to poprostu chamskie. Wyjęłam telefon z torebki i wsadziłam do niego moją starą kartę sim i uruchomiłam go. Chłopak nagle skręcił w stronę McDonalda. Podjechał do okienka i złożył zamówienie.
- Poproszę dwa zestawy hamburger, frytki. Dla mnie cola. A ty co chcesz?  - lokowaty spojrzał na mnie.
- Shake czekoladowy. - uśmiechnęłam się. Ash odjechał do drugiego okienka. Odebrał zamówienie, zapłacił i ruszyliśmy w dalszą podróż.
- Czemu nie jesz?  - zapytał biorąc jedną frytke do buzi.
- Nie jem takiego jedzenia. Nie smakuje mi. - wzięłam łyk napoju. - Zatrzymaj się tam. - wskazałam chłopakowi na ogromny budynek. Chłopak wjechał na parking i zaparkował auto przy wejściu do sklepu.
- Idziesz ze mną? - zapytałam, Ashton zgasił silnik, wyjął kluczyki ze stacyjki i wysiedliśmy z samochodu.
- Co kupujesz? - zapytał chłopak prowadząc za mną wózek.
- Zrobimy chinszczyzne. Potrzebne nam będą zupki paczkowane, pierś z kurczaka i chinszczyzna. - uśmiechnęłam się do chłopaka kierując się w stronę lodówek. Zapakowaliśmy potrzebne rzeczy do wózka i ruszyliśmy do kasy.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się do ekspedientki. Kobieta siedząca za kasą zliczyła koszt zakupów i przedstawiła nam cenę. Zapłaciliśmy, zapakowaliśmy zakupy i wyszliśmy ze sklepu. Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy  do domu. Całą drogę w aucie panowała cisza. Ani Ash, ani ja nie mieliśmy wiekszej ochoty na rozmowę. Chłopak skręcił autem w stronę miasta.
- Czegoś zapomniałeś? - zapytałam zwracając większą uwagę na mijające znaki niż na chłopaka.
- Nie mam ochoty wracać do domu. - po wypowiedzianych przez chłopaka słowach zmartwiłam się. Chłopak mówił tak słono. Z takim zdenerwowaniem a także z presją. Nie wdawałam się więcej z nim w dyskusję. Usadowiłam się wygodnie w fotelu i obkreciłam głowę w stronę chłopaka.
- Mogę zadać jedno pytanie? - lokowaty wjechał na parking i zatrzymał samochód.
- Czego? - warknął spogladając w moją stronę.
- Mam dość twojego ego wiesz? - burknęłam. - Chciałam być miła, ale twoje foszki wytrancają mnie z równowagi! Poprostu nie da się wytrzymać. Zachowujesz się jak panienka. - fuknęłam z agresją, złapałam za klamke i otworzyłam drzwi. - Mam poprostu dość tych twoich humorków. Żegnam. - wysiadłam z auta i trzasnęłam drzwiczkami. Odchodząc i spoglądając w szybę widziałam jak chłopak z agresją uderzył w kierownicę auta. Tego wszystkiego nie dało się wytrzymać. Wyszłam z parkingu i ruszyłam w stronę Tesco, gdzie pracował jeden z moich przyjaciół.
- A gdzie koleżanka podąża? Jeśli można wiedzieć. - nagle dołączył do mnie jakiś chłopak. Spojrzałam na niego i natychmiastowo rozpoznałam w nim bruneta który zaczepił mnie w sklepie w Bathurst.
- A ty co? Śledzisz mnie? - westchnęłam odwracając wzrok. - Czego chcesz? Nie mam ochoty na nowe znajomości.
- Jestem Max. - brunet stanął przede mną zmieszany, blokując dalszą drogę.
- Przepraszam, ale nie mam zbyt dużo czasu na takie wygłupy. - przewróciłam oczami. - Więc, może się odsuniesz i łaskawie dasz mi spokój co? - skarciłam chłopaka wzrokiem po czym wyminęłam go i nareszcie w spokoju i bez przeszkód mogłam iść odwiedzić Dominic'a.

------------------------------------

Przepraszam bardzo za długą nieobecność, niestety wakacje dają o sobie znać.

A tutaj moje porównanie Irwin'a i Artura - perkusisty NPWM, czy oni nie są do siebie podobni? O.o

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3/Part#2

- Ash? Wiem, że to nie najlepszy czas na takie tematy ale musze zadać jedno pytanie. - spojrzałam na Calum'a a ten z ledwością mógł się uśmiechnąć.
- Tak?
- Czy macie jakiś dodatkowy pokój? Cokolwiek. - zapytałam z powagą a chłopacy spojrzeli się na mnie równocześnie.
- Czemu pytasz? - Ashton zdziwił się co do mojego pytania.
- Wasz kolega to jakiś zboczeniec! - zaśmiałam się. - Zaczynam bać się o własne życie! - wszyscy w salonie wybuchli śmiechem a Cal rzucił we mnie poduszką. Odrzuciłam ją i rzuciłam się na bruneta. Chłopak przerzucił mnie przez ramię i wyniósł na ogród. Tak szczerze? To nawet nie zauważyłam, że mają tam basen. Calum rozbiegł się i wskoczył do kąpieliska.
- Oszalałeś?! - chłopak stał naprzeciw mnie i głupio się cieszył. - I co się cieszysz? Patrz co narobiłeś! - wyjęłam telefon z kieszeni i pomachałam mu przed oczami. Brunet wyrwał mi komórkę z dłoni i rzucił ją na trawnik.
- Nie zbliżaj się do mnie. - zaśmiałam się a chłopak wpłynął pod wodę i wciągnął mnie pod jej tafle. Wynurzyłam się z pod niej i wyszłam z basenu. Skierowałam się do wejścia gdzie czekał na mnie Luke.
- A ty gdzie? - chłopak zatrzymał mnie ręką. - Nigdzie nie idziesz. Jesteś cała mokra, nabrudzisz nam w domu. - zaśmiał się blondyn. - Chociaż masz jeszcze jedno wyjście.
- Nie chce wiedzieć. - zaczęłam się śmiać i przepchałam się kierując się tym samym do toalety. Ściągnęłam przemoczone ubrania i naciągnęłam na siebie szlafrok. Wyszłam z łazienki i już miałam wejść na schody kiedy zaczepił mnie Calum.
- Czekam na ciebie.
- Przestań, tym swoim małym nawet psa nie zadowolisz. - wszyscy wybuchli śmiechem, ten ruszył w pogoni za mną a ja schowałam się w łazience.
- Otwieraj te drzwi West! Natychmiast! - chłopak zaczął krzyczeć pod drzwiami, gdy po chwili usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. - Mam cię!
- Weź snickersa synu. - wyminęłam bruneta z głupim uśmieszkiem  i poszłam do sypialni. Ubrałam piżamę i zeszłam do kuchni. Zrobiłam kolację i zawołałam chłopaków.
- Czemu nie jesz? - Lucas podszedł do mnie, wrzucając brudne naczynia do zlewu.
- Jakoś nie mam ochoty. - mruknęłam i wyszłam z kuchni. Sprawa z Natashą nie dawała mi spokoju. Ten dupek dopuścił się takiej zbrodni i jeszcze jest na wolności. Gdybym go zobaczyła, jestem na sto procent pewna, że bym zniszczyła tego psychola.  Pieprzony kutas nawet sobie niewyobraża co mam ochotę mu zrobić. Poszłam do sypialni i wyszłam na balkon. Bez chmurne niebo wyglądało tej nocy bardzo pięknie. Oparłam ręce na barierce i zaczęłam przyglądać się gwiazdom.
- Nie śpisz jeszcze? - zza moich pleców dobiegł głos Calum'a.
- Nie jestem śpiąca. - mruknęłam. Brunet stanął obok mnie. Nie zwróciłam na niego nawet najmniejszej uwagi. Teraz myślałam tylko i jedynie o Nat.
- Nad czym tak myślisz? - chłopak zwrócił swój wzrok na mnie. Zaczęłam bawić się pierścionkiem zdobiącym mój palec.
- Ładna obrączka. Mogę zobaczyć? - zdjęłam go i włożyłam chłopakowi do ręki.
- Kylie + Nat = BFF♥ஐ. - Cal cicho wypowiedział słowa, które były wygrawerowane na zewnętrznej stronie biżuterii.
- Dostałam go od Natashy. - zaczęłam swój monolog a brunet przyglądał mi się z zaciekawieniem. - Była to nasza przyjacielska rocznica. Pamiętam jak przyszła wtedy do mojego domu. - zaśmiałam się. - Wpadła do mojego pokoju jak burza. Nie widziałyśmy się ponad dwa miesiące. - przerwałam a z moich oczu ulotniła się pojedyńcza łza. - Nie jestem wściekła na morderce. Wcale.. Jest mi poprostu przykro. Nat była naprawdę bliską mi osobą. Była jak siostra, której zabrakło. Po jej śmierci nie widziałam się już z resztą naszej paczki. Każdy poszedł w swoją stronę, zaczął żyć przyszłością. Wydorośleliśmy. - odwróciłam głowę w drugą stronę aby chłopak nie zauważył moich łez. Nie chciałam aby pomyślał, że jestem słaba.
- Kylie, będzie dobrze. - Cal przytulił mnie. - Nie pozwolimy aby ktoś cię zranił. Nikt się do ciebie nie zbliży. - brunet wsunął obrączkę na mój palec. Odsunęłam się od chłopaka i przetarłam oczy.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Nie chciałam spać z nim w jednym łóżku. Nie miałam jakichś złych argumentów. Poprostu musiałam wszystko doskonale przemyśleć.

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 3/Part#1

Byliśmy właśnie w drodzę do mojego domu. Wolałam się nie sprzeciwiać i jechać wraz z nimi. Jeśli miałam kolejny raz zostać spoliczkowana, chciałam sobie odpuścić tę przyjemność.
- O kurwa, psy. - Ashton który prowadził, nie wiedział co ma zrobić. Byłam zszokowana, policja pod moim domem?
- Wysadź mnie tutaj, niech któryś da mi swój telefon. - oznajmiłam a chłopak się zatrzymał. Luke bez wahania oddał mi swoją komórkę a ja schowałam ją do kieszeni. Poszłam w stronę mojej posiadłości a Ashton zawrócił i zaparkował auto w bezpiecznej odległości.
- Przepraszam, co tu jest grane? - podeszłam do jednego z gliniarzy rozmawiającego z moją sąsiadką.
- Kim pani jest? - mężczyzna odpowiedział mi pytaniem a kobieta ni w ząb się nie odezwała.
- Mieszkam tutaj. - odpowiedziałam z grymasem i weszłam do środka. Facet próbował mnie powstrzymać, ale przecież nikt nie będzie zabraniał wchodzić mi do mojego własnego mieszkania czyż nie? Widok tak mnie przeraził, że natychmiast wyjęłam komórkę Luke'a i wybrałam numer do Ashton'a. Bałagan był tak wielki, że nawet po imprezie było stanowczo czyściej niż teraz, a po całym mieszkaniu kręcili się policjanci. Chłopak natychmiast odebrał.
- Co tam się dzieję?
- Ktoś włamał mi się do domu. Całe mieszkanie jest zdemolowane. - chłopak rozłączył się a po chwili usłyszałam jakąś kłótnie. Wyszłam z domu i zobaczyłam Michael'a sprzeczającego się z policjantem. Natychmiast zareagowałam. Policja pozwoliła mi zabrać moje rzeczy, kiedy tylko skończyłam pakowanie Mikey pomógł przenieść mi walizki do samochodu. Podsiadłam zielonowłosego na przednim siedzeniu a ten z niechęcią usiadł na tyłach. Oddałam komórkę Lucas'owi i zapiełam pas. Ash ruszył z miejsca i pojechał prosto do domu.
- Chłopacy? Mogę zadać wam jedno pytanie?
- Zależy na jaki temat. - Ash najprawdopodobniej sądził, że znów będę żądała wyjaśnień, lecz mi wogóle nie chodziło o to.
- Czy znacie wszystkich w Bathurst? - zapytałam a na twarzy kierowcy wymalowane było zdziwienie.
- Można uznać, że z grubsza. A czemu pytasz?  - usłyszałam głos Calum'a dochodzący zza mojego fotela.
- Dziś w sklepie zaczepił mnie jakiś chłopak. - odwróciłam się do chłopaków. - Jakiś dziwny był. Ale mam wrażenie, że już gdzieś go spotkałam.
- A jak wyglądał? - zapytał Ashton, w jego głosie można było wyczuć nutkę zdenerwowania.
- Nie przyjrzałam się mu zbyt dobrze, ale napewno był wyższy ode mnie. - zaczęłam wyliczać cechy szczególne na palcach. - Brunet, miał koszulkę z Nirvana. Szczupły ale dobrze zbudowany. - mówiąc zwróciłam uwagę na dłonie lokowatego, które coraz to mocniej zaciskały się na kierownicy.
- Ash? - położyłam dłoń na ramieniu chłopaka. - Wszystko w porządku?
- West, przypomnij sobie gdzie go widziałaś. - lokowaty zatrzymał auto po czym spojrzał na mnie, widziałam jak jego oczy robiły się coraz ciemniejsze.
- Czekaj, czekaj. Skąd wiesz jak mam na nazwisko?
- Nie czas na wyjaśnienia Kylie! Musisz przypomnieć sobie gdzie go widziałaś! To w tej chwili jest najważniejsze! - blondyn uderzył w klakson przy czym rozbrzmiał ultradzwięk dzwonka.
- A kiedy będzie czas na te pieprzone wyjaśnienia co? Dziś? Jutro? A może zabierzesz tę tajemnicę do grobu? - wysiadłam z auta i skierowałam się do bagażnika. Otwarłam go i wyciągnęłam swoje bagaże. Trzasnęłam klapą i ruszyłam w drogę powrotną.
- Co ty wyrabiasz do cholery? Wsiadaj do auta. - Ashton wysiadł tuż po mnie i ruszył w moją stronę.
- Mam wsiąść? - zapytałam. - To wyjaśnij mi co się dzieje.
- Nie czas na wyjaśnienia, nie tutaj. Kylie posłuchaj. - chłopak wciągnął głęboko powietrze po czym je wypuścił. - Musisz przypomnieć sobie, gdzie widziałaś tego chłopaka.
Spuściłam wzrok, nie wiedziałam co mam w tej chwili zrobić i czemu tak nalegał bym sobie przypomniała. Jechać z nimi i mieć zapewnioną ochronę? Czy wrócić do domu i narazić się na niebezpieczeństwo?
- Zrozum, nie pamiętam gdzie go widziałam. Nie obchodzi mnie ten obcy człowiek. Poprostu mam lepsze sprawy niż rozmyślanie o jakimś typku. Uświadom to sobie, muszę się dowiedzieć co się tutaj dzieje. Muszę, bez tego poprostu nie potrafię wam w jakikolwiek sposób zaufać.  - chłopak przyglądał mi się dłuższy czas, otworzył bagażnik po czym skierował się w moją stronę.
- Obiecuje, że w domu wszystkiego się dowiesz. - blondyn włożył moje torby do bagażnika i obydwoje wsiedliśmy do auta po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Wszyscy siedzieli cicho. Z radia wydobywał się cichy dźwięk piosenki " Don Broco - You Wanna Know " którą cicho podśpiewywał Cal. Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu. Wyjęłam bagaże i weszłam do domu.
- Zanieś je do pokoju Hood'a. - Ash skierował się w stronę kuchni. - Zejdź zaraz do salonu.
- Daj te walizki. - Calum złapał za rączki od bagaży i ruszył po schodach na górę. Poszłam za nim i skierowaliśmy się w stronę pokoju bruneta. Chłopak rzucił walizki na łóżko i otworzył lewe skrzydło szafy. - Tutaj możesz ułożyć swoje ciuchy. - Cal postanowił pomóc mi w rozpakowywaniu. Oczywiście nie obyło się bez durnych wygłupów ze strony chłopaka.
- Naprawde?  " 17Black and 29Red "? - brunet spojrzał na mnie z głupim uśmieszkiem.
- Nie, na niby. - wyrwałam chłopakowi książkę i odłożyłam na półkę.
- Mmmhmmm, Kylie. - odwróciłam się i ujrzałam go trzymającego jeden z moich kompletów bielizny.
- Jesteś chory. - zaśmiałam się wyrywając ją brunetowi po czym pchnęłam go na łóżko.
- Ooostra, lubię takie. - Calum leżał na łóżku i przyglądał mi się.
- Nie jesteś w moim typie. - kontynuowałam układanie ciuchów w szafie z niewielką przyjemnością, nigdy nie lubiłam robić porządków. Zawsze było to moją piętą Achillesa. - Może i nie jestem w twoim typie, ale to ze mną będziesz dzieliła łóżko. - z zamyśleń wyrwał mnie głos bruneta. Gdy to usłyszałam myślałam, że poprostu nie wyrobie ze śmiechu. Tacy chłopacy zawsze potrafili mnie rozbawić.
- Ashton!  - krzyknęłam a po chwili blondyn zjawił się w progu.
- Miałaś przyjść do salonu. - burknął.
- Uspokuj kolegę, bardzo cię proszę. - zaśmiałam się. - Składa mi tutaj niemoralne propozycje. - machnęłam ręką w stronę bruneta okupującego łóżko. - Przestańcie się wydurniać i idźcie do salonu. - jego słowa mną wzdrygnęły. Spojrzałam na bruneta a ten się zaśmiał. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do salonu. Każdy zajął swoje miejsce, Cal usiadł obok mnie a ja natychmiast przeniosłam się na fotel posyłając mu szyderczy uśmiech.
- Powiecie mi nareszcie o co chodzi? - zapytałam a Ashton zaczął swój monolog.
- Chłopak który zamordował twoją przyjaciółkę... - blondyn wbił wzrok w podłogę, nie wiedział jak dobrać słowa. - On teraz chce dopaść i ciebie.
Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Pamiętam ten moment.. Natasha poznała go na dyskotece. Byłyśmy tam całą paczką. Ja, Natasha, John, Lottie i Dominic. Znikła w czasie zabawy. Nie wróciła do domu a na następny dzień znalazł ją jakiś chłopak. Została brutalnie zgwałcona i zamordowana.
- Kylie? Wszystko w porządku? - Michael wyrwał mnie z zamysłów.
- Jak ma być w porządku? No jak? Powiedz mi! Ten fiut już dawno powinien siedzieć za kratami! - zamachnęłam się wytrącając lampę kalecząc przy tym dłoń.
- Przepraszam bardzo. - przykucnęłam i zaczęłam zbierać odłamki.
- Kylie zostaw to. - chłopak podniósł mnie z ziemi. - Hemmo przynieś apteczke.
Blondyn wyszedł z salonu a Ash wziął się za sprzątanie. Chłopacy opatrzyli ranę i związali mi rękę bandażem. Siedzieliśmy w ciszy, byłam tak przestraszona że nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.

------------------------------------

Part #1 z Rozdziału III już gotowy ;)
Mam nadzieję, że podoba się wam to opowiadanie :)
*To zdjęcie rozbawiło mnie do łez.* ;D

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 2

Tuż po przebudzeniu się poszłam przebrać się w ciuchy które wcześniej dał mi Calum. Załatwiłam poranną toaletę i wróciłam na poprzednie miejsce. Dzień wcześniej kiedy przyjechaliśmy zanim weszłam do domu zauważyłam, że niedaleko znajduje się sklep. Banner był tak jasny, że trudno by było go nie zauważyć.  Z racji tego, że w lodówce świeciły pustki postanowiłam wybrać się na zakupy. Założyłam na stopy Vansy, wyjęłam z torebki portfel i byłam gotowa do wyjścia. Jednak zaistniał jeden problem. Drzwi były zamknięte a ja nie miałam klucza. Zaczęłam przeszukiwać kurtki chłopaków. W jednej z nich znalazłam pęk kluczy i natychmiast zorientowałam się który był od domu. Otworzyłam drzwi i wyszłam po ciuchu je zamykając. Po kilku minutach byłam już na miejscu. Rozglądałam się po półkach chodząc pomiędzy regałami. Pakowałam do koszyka rzeczy które były najbardziej potrzebne. Nagle zaczepił mnie jakiś chłopak.
- Taka śliczna dziewczyna w Bathurst? - odwróciłam się i ujrzałam wyższego ode mnie chłopaka. Był ubrany w kraciastą flanelową koszule i czarne skinny jeans. Wiedziałam, że gdzieś już go widziałam ale nie mogłam sobie przypomnieć miejsca gdzie to się stało. Wyminęłam go i poszłam do kasy. Kazałam ekspedientce szybko mnie skasować i natychmiast ruszyłam do drzwi. Wyszłam szybkim krokiem i podążyłam do domu. Weszłam do środka gdzie nie czekało na mnie nic dobrego.
- Gdzie ty byłaś!? - rzucił się na mnie Ash.
- Na zakupach. Nic mi się nie stało. Cała jestem. - uniosłam ręce w geście obronnym i obkręciłam się wokół własnej osi, tym samym ukazując trzymaną w lewej dłoni torbę z zakupami.
- Luke i Michael pojechali w teren cię szukać! - krzyknął blondyn. Było widać, że był zdenerwowany i nie była to jakaś drobnostka. 
- Ash spokojnie, jestem cała. Nie przywieźli mnie w worku. - zadrwiłam. Nagle poczułam rwący ból na policzku i upadłam. Oznaczało to jedną rzecz. Chłopak właśnie mnie spoliczkował.  Blondyn stał i przyglądał mi się. Przyłożyłam dłoń do policzka by z lekka schłodzić rozgrzane miejsce i wstałam. Skierowałam się w stronę salonu.
- Cal zawieź mnie do domu. - wydałam chłopakowi polecenie. Brunet siedział w fotelu, po jego wyrazie twarzy można było wywnioskować, że nie wiedział co wogóle się wydarzyło.
- Calum nigdzie nie jedzie. Tak samo jak ty. A od wydawania poleceń jestem tutaj ja. - warknął Ashton. Do domu weszli chłopacy i przyglądali się całemu zdarzeniu.
- Co ty sobie do cholery myślisz!? Myślisz, że kim jesteś!? Jesteś pierdolonym gnojkiem! Uważasz się za nie wiadomo kogo a jesteś zwykłym pieprzonym dzieciakiem! Nie dbasz o uczucia innych a swoich kumpli traktujesz jak psy! I ty myślisz, że kim do cholery jesteś!? - zaczęłam krzyczeć i rzucać obelgami, miałam dość. Pomimo tego co się wydarzyło chciałam być miła ale nie dało się. - I ty to jeszcze kurwa nazywasz dobrem!? Japierdole co jest z tobą chłopaku kurwa nie tak!? Musiałeś wczoraj nieźle oberwać jeśli dobro ze złem ci się pomyliło! - zadrwiłam z Calum'a. Wyminęłam lokowatego i poszłam do drzwi. Złapałam za torebkę i wyszłam z domu. Szłam główną ulicą miałcząc różnego rodzaju obelgi pod nosem. Złapałam za telefon i włączyłam GPS. Gdy zobaczyłam, że mam 200 Km do przejścia natychmiast zrezygnowałam z dalszej drogi. Dotarcie do domu moim tempem zajęłoby mi jakieś 7 dni, jeśli dobrze by poszło. Nagle zatrzymał się obok mnie samochód który zrobił na mnie wielkie wrażenie. W końcu Ford Mustang Shelby GT500 to nie codzienny widok.
- Wsiadaj. - kierowca uchylił okno, a okazał się nim nikt inny jak członek ekipy Ashton'a. Postanowiłam iść dalej przed siebie lecz auto ruszyło za mną.
- Czy możesz dac mi do cholery trochę prywatności!? - warknęłam a blondyn wysiadł z samochodu.
- Kiedy ty kurwa zrozumiesz, że chcemy cię chronić!? Nikt nie chce dla ciebie źle, a ty dramatyzujesz!
- Wiesz co? Dziękuję za taką ochronę, potrafię sama zadbać o własne dobro. Świetnie radziłam sobie do tej pory, dalej też będę umiała to robić. - fuknęłam i ruszyłam dalej.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos Luke'a.
- Co ty jeszcze ode mnie chcesz? - burknęłam.
- Jesteś w niebezpieczeństwie Kylie. - jego słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. W niebezpieczeństwie? O czym on mówi? A co najważniejsze, skąd zna moje imię? Nie przedstawiałam mu się. Nikomu się nie przedstawiałam.
- Więc wsiadasz czy nie? - zapytał. - Irwin mnie zabije jeśli wrócę bez ciebie. - ruszyłam w stronę drzwi pasażera, otworzyłam je i wsiadłam do środka. Chłopak powtórzył czynność, po czym wykręcił i ruszył do domu.
- Dziwna jesteś. - chłopak zwrócił się do mnie nie spuszczając wzroku z drogi. Nie zwróciłam uwagi na wypowiedziane przez blondyna słowa, chciałam brnąć w rozmowę dalej, aby dowiedzieć się cokolwiek od niego.
- Czemu tak sądzisz?
- Pomimo tego co wydarzyło się ostatniej nocy, zachowujesz się całkowicie normalnie. Rozmawiasz z nami w zwykły sposób. Inne by dramatyzowały. - chłopak mówił to w taki sposób jakby pierwszy raz spotkał się z takim nastawieniem.
- Jeśli chcielibyście mnie zabić, dawno byście to zrobili. - skwitowałam. Po chwili jazdy znaleźliśmy się na podjeździe. Wysiadłam i ruszyłam do drzwi. Weszłam i skierowałam się w stronę salonu z którego dobiegały głosy chłopaków. Przeszłam przez salon, otworzyłam okno balkonowe i wyszłam na zewnątrz. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. A nawet gdybym zaczęła, znów skończyłoby się to na krzykach. Nic tylko cholerne kłótnie. Obeszłam dom i skierowałam się w stronę garażu. Drzwi były otwarte więc weszłam do środka.
- O mój boże. - moim oczom ukazały się najdroższe samochody świata, od Shelby GT500 z lat 60 po Lamborghini Miura P400 z '69. Nie zrobiło by to na mnie wrażenia gdybym między nimi nie ujrzała Koenigsegg Trevita, który został wyprodukowany tylko w trzech sztukach! W trzech a jeden stoi sobie tutaj tak bezczynnie. Podeszłam bliżej aby przyjrzeć się temu cacku.
- Co ty robisz? - nagle zza mustanga wyłonił się Ashton. Nie zwróciłam na niego nawet najmniejszej uwagi i otworzyłam drzwi od strony kierowcy po czym usadowiłam się na fotelu. Samochód był koloru białego, lekko przechodzący w popielaty. Karoserię miał czarną, siedzenia ze skóry. W takim samochodzie spanie byłoby zaszczytem. Chłopak stał przy aucie i przyglądał się moim poczynaniom. Wysiadłam z Trevit'y i ruszyłam zobaczyć co lokowaty robił przy mustangu. Masa narzędzi porozrzucana obok samochodu wzbudziła moją ciekawość. Nachyliłam się nad samochodem spoglądając czy wszystko w porządku.
- Ashton? - zawołałam chłopaka który jak się okazało stał tuż za mną. -  Czemu grzebiesz przy tym aucie?  Wszystko jest dobrze. - samochód wyglądał jak nowy, z wierzchu jak i w środku. Chłopak nic się nie odezwał, pochował narzędzia do walizek i odprawił mnie do domu. Chciałam trochę tam jeszcze posiedzieć ale wolałam już nie zadzierać z Panem Wybuchowym. Wyszłam z garażu i poszłam do domu. Gdy zobaczyłam jak Calum bawi się bronią, zadrżałam. Dalej nie wiedziałam kim oni są i czemu grozi mi niebezpieczeństwo. A tu jeszcze takie atrakcje.
- Zabije ich kurwa, nikt nie będzie podsyłał mi wtyczek. - Cal skierował się w stronę drzwi frontowych. Złapałam chłopaka za nadgarstek a ten odwrócił się i wycelował we mnie bronią. Muszę przyznać, że nigdy w życiu nie bałam się tak bardzo.
- Odsuń się ode mnie. - warknął brunet, puściłam jego rękę i wycofałam się.
- Nigdzie nie idziesz! Spójrz na czym poprzednia próba się zakończyła! To cud, że wogóle żyjesz! - Ashton podszedł do chłopaka i wyrwał mu broń z ręki. - Chcesz, żeby on cię zabił!? - lokowaty złapał Calum'a i potrząsnął nim. Stanęłam na boku przyglądając się całej sytuacji. Brunet uderzył lokowatego tak, że gdybym się nie odsunęła zapewne wylądowałby na mnie. Zasłoniłam usta dłonią aby nie wydobył się z nich żaden krzyk. Michael zaprowadził mnie do salonu i zastawił wyjście swoim ciałem abym nie mogła wyjść.
- Zareaguj jakoś! Nie widzisz, że oni się zaraz pozabijają!? - krzyknęłam na chłopaka a ten nic sobie z tego nie zrobił. Czułam się jakbym właśnie mówiła do ściany. Chciałam się jakoś przepchać ale chłopak nie pozwolił mi na to.
- Nie radziłbym ci się w to mieszać. - burknął. Czułam się jak w klatce, jakbym była jakimś pieprzonym zwierzakiem. Rób to, nie rob tamtego. Lecz muszę przyznać, że pomimo krótkiego okresu spędzonych godzin w ich mieszkaniu, oraz tych kłótni, naprawdę mi się tam podobało. Lepiej mieszkać z kimś i mieć się do kogo odezwać, niż mieszkać samemu i nie mieć czasu na jakiekolwiek spotkania ze znajomymi. Ash obezwładnił bruneta i zaprowadził do salonu.
- Czy ty chłopaku nauczysz się kiedykolwiek, że się nie działa pod presją!? - lokowaty prawdopodobnie miał dość całych tych akcji. Lecz mnie to mało obchodziło, ja chciałam jedynie jak najszybciej wrócić do mojego przytulnego mieszkanka i dalej kontynuować moje nudne życie.

------------------------------------

Witaam misiaków z powrotem! ;*
I jak? Mam nadzieję, że podoba wam się to opowiadanie.

Liczyłabym również na większą ilość komentarzy, by dowiedzieć się czy komukolwiek się podoba i czy jest sens pisać to dalej :)

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 1

Tego wieczoru w Sydney było bardzo spokojnie. Szłam Elizabeth Street kiedy pod jednym z kontenerów ujrzałam jakąś postać. Myślałam nad tym co zrobić. Ruszyłam w tamtym kierunku. Chłopak był cały poobijany.
- Wszystko w porządku?  - zapytałam nieznajomego a po chwili ugryzłam się w język.  Chciałam palnąć się w głowę ale i tak wystarczająco zrobiłam z siebie idiotkę.
- Jasne!  Wszystko ok, a siedzę tu tak bo trochę mi było nudno. - fuknął arogancko chłopak.  Nagle ktoś złapał mnie za ramię i zakrywając usta podniósł mnie z ziemi. Zobaczyłam jeszcze dwóch chłopaków którzy pomagali wstać tamtemu.
Brawo Kylie! Ty zawsze wiesz jak przysporzyć sobie problemów.
- Mike, wiesz co masz robić. - usłyszałam czyjś głos a osoba która mnie trzymała skierowała się w nieznanyn mi kierunku. Chłopak miał naprawdę mocny chwyt. Kazał wsiąść mi do auta stojącego naprzeciw nas. Wolałam wykonać polecenie i wskoczyłam na siedzenie jak włoski wytresowany piesek. Siedziałam między obolałym brunetem a nieznanym mi blondynem. Kiedy zobaczyłam, że wjeżdżamy na autostradę przeraziłam się.
- Gdzie jedziesz? Odwieź mnie do domu! Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieję?! - byłam przerażona. Pomimo mych pytań jedyną odpowiedzią była cisza.
- Ahh, więc tak chcecie się bawić? No dobra. Jeśli w tej chwili nie zawrócisz tego rzęcha to zadzwonie na policję kiedy tylko wysiąde z tego cholernego auta. Jeśli jutro nie zjawie się w pracy będę miała problemy. - burknęłam zdenerwowana. Chłopak za kierownicą na moje słowa zareagował śmiechem.
- Co cię tak śmieszy? - rzuciłam zdenerwowana w stronę kierowcy.
- Porwało cię czterech chłopaków których nie znasz. Wiozą cię w całkowicie nieznane ci miejsce a ty płaczesz bo nie pójdziesz do pracy? Czy w twojej rodzinie wszyscy są zdrowi? - chłopak siedzący z przodu odwrócił się do mnie. Samochód zatrzymał się a ja byłam szczęśliwa, że w końcu mogłam stamtąd wysiąść. Chłopacy zaprowadzili mnie do domu. Nie zrozumiałam ich zachowania. Postępowali jakbyśmy znali się od piaskownicy. Jakby nic wogóle się nie wydarzyło. Poszłam za rannym do salonu.
- Jak ci na imię? - zapytałam.
- Calum. - jęknął z bólem siadając na sofie. Cal był przystojnym brunetem o ciemnej karnacji i czekoladowych oczach. Cała ich czwórka była dość przystojna. W jego ręce tuż nad łokciem widniała dziura po kuli. Do pokoju po chwili wszedł kolega który siedział w aucie po mojej lewej stronie.
- Apteczka. - powiedziałam.
- Co?
- Przynieś mi apteczkę, i to migiem. - warknęłam.
- O nie! Nawet nie ma takiej mowy! -zaprotestował Calum.
- Luz, mam medycynę w jednym palcu. - spojrzałam na bruneta. - Przyda się też czysty ręcznik, miska z gorącą wodą, woda utleniona i apteczka. - powiedziałam mocno akcentując ostatnie słowo. Chłopak znikł w zaciemnionym korytarzu a ja sięgnęłam do torebki po kosmetyczkę. Wyjęłam z małej saszetki pensete i odłożyłam kosmetyczkę na miejsce po czym usiadłam obok bruneta. Dotknęłam palcem miejsce obok rany. Chłopak pisnął z bólu.
- Nie siedzi głęboko, dam radę ją wyciągnąć. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Po chwili jego koledzy przynieśli to o co prosiłam. Odstawili w miejsce które im wskazałam i stanęli półtora metra ode mnie by móc bacznie przyglądać się moim czynom.
- Masz, wsadź to do buzi. - podałam Calumowi ręcznik. Ostrzegłam go po czym włożyłam pensete w ranę bruneta. Wyjęłam kule za pierwszym podejściem i wrzuciłam do miski z wodą której kolor natychmiastowo zabarwił się na jasno czerwony.
- A czy ta penseta była. . - zielonowłosy nie dokończył bo mu przerwałam.
- Jest nowa. Nie ma mowy o zakażeniu. Nie jestem głupia. - skwitowałam. Opatrzyłam ranę chłopaka. Przyłożyłam gazę na zranione miejsce i owinęłam bandaż elastyczny wokół ręki chłopaka. Zajęłam się opatrywanien reszty ran które nie były już tak skomplikowane jak ta pierwsza.
- Sprawdź czy możesz ruszać ręką. - wydałam brunetowi polecenie a on natychmiast wykonał je.
- Boli? - zapytałam chowając zawartości apteczki z powrotem do pudełka.
- Kiedy nią ruszam to nie. Zaś kiedy dotykam - Calum musnął palcem po bandarzu - jest wręcz przeciwnie. - pisnął.
- A co ty myślałeś? Jestem lekarzem nie cudotwórcą. - uśmiechnęłam się do bruneta. - Więc co teraz? Podstawicie mnie z powrotem na miejsce gdzie ta chora sytuacja zaistniała a ja zapomnę o tym wszystkim i bedziemy żyli jakby nic się nie wydarzyło? - zwróciłam się do chłopaków stojących za mną.
- Dziewczyno, rusz w końcu głową. Rozumiem, że jesteś blondynką, ale zapewniam cię. Myślenie nie sprawia bólu. - zadrwił lokowaty, którego natychmiastowo skarciłam wzrokiem.
- Nie przywieźliśmy cię tutaj bez powodu. - oznajmił zielonowłosy.
- Więc może ktoś mi wyjaśni co się tu dzieje? Czemu on jest ranny? - wskazałam na Calum'a. - I czemu mnie tu przywieźliście? No śmiało! Oświećcie mnie bo nic kurwa nie rozumiem! - warknęłam. Na mojej twarzy wymalowane bylo niezadowolenie.
- Damie nie przystaje na używanie takich słów. - uśmiechnął się blondyn.
- Dżentelmenowi także nie przystaje na porywanie a jakoś się nie przyczepiłam. - burknęłam.
- Dowiesz się w swoim czasie. - zielonowłosy odpowiedział na moje pytanie. - A tak dla oświecenia. Ja jestem Michael.  Ten to Luke. - wskazał na chłopaka który chwilę temu przyczepił się do wulgaryzmów wypływających z moich ust. - Calum'a już znasz. A to jest Ashton. - lokowaty uśmiechnął się do mnie. - Do niego wszelkie pytania. On jest tutaj szefem. - słowa wypowiedziane przez Michael'a wzdrygnęły mną. Szefem? Miałam ochotę zaśmiać im się w twarze ale wolałam jednak tego nie robić.
- Tak więc szefie. Odpowiedz mi na kilka pytań. - zadrwiłam. - Gdzie będę spała? W czym będę spała?  Kiedy wrócę do domu?
- Pokój jest już przyszykowany. Jakieś ciuchy się dla ciebie znajdą. - spojrzał na mnie z powagą. - A do domu nie wracasz. - oznajmił siadając w fotelu.
- Jak to nie wracam? - cała ta sytuacja powoli wytrącała mnie z równowagi.
- Jutro pojedziesz z chłopakami do domu i się spakujesz.
- Co?! - krzyknęłam zdezorientowana. - Chyba oszalałeś!  Co się tutaj dzieje? - kolejny raz zadałam to pytanie i znów dostałam tą samą odpowiedź.
- Dowiesz się w swoim czasie. - fuknął Ash.
- Czyli kiedy? Sądzę, że prędzej umrę niż dowiem się prawdy. - burknęłam pod nosem.  - Więc gdzie ten pokój? - zapytałam. Calum zaprowadził mnie do sypialni w której miałam teraz spędzać najbliższe nocki. Usiadłam na łóżko a on zaczął szperać w szafie.
- Czyj to pokój? - zapytałam. Chłopak podał mi koszulkę do spania i ciuchy do użytkowania na kolejny dzień. Mogłabym przysiąść, że nadal pachniały perfumami.
- Mój. - brunet skwitował nawet nie spoglądając w moją stronę.
- A gdzie ty bedziesz spał?
- W salonie. - chłopak nadal grzebał w garderobie.
- Ooo, nawet nie ma takiej opcji kolego. - zaprotestowałam, chłopak dopiero w tej chwili wychylił się zza prawego skrzydła szafy i spojrzał na mnie.
- No chyba, że chcesz spać ze mną? - zaproponował z szarmanckim uśmiechem.
- O nie, nie. - zaśmiałam się. - Ty tu sobie spokojnie śpij a ja idę do salonu. - uśmiechnęłam się i wyminęłam chłopaka który tuż przy drzwiach mnie zatrzymał.
- Chciałbym ci podziękować. - odwróciłam się a chłopak kontynuował. - Nie każdy by tak postąpił.
- Tak, czyli jak?
- Podeszłaś by sprawdzić czy wszystko ok, pomimo, że przywieźliśmy cię tu bez twojej zgody, ty nadal brnęłaś w to by mi pomóc.  - oznajmił.
- Nie ma za co.
- Jest. - burknął Cal.
- Naprawdę nie ma. - uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi. - A co do porwania.. - nie skończyłam zdania.
- Nie powiem ci o co chodzi. Dowiesz się w swoim czasie. Ashton by mnie zabił gdybym coś ci powiedział. - chłopak natychmiast zorientował się o co chciałam pytać. - A tak wogóle, to nie porwanie. My chcemy twojego dobra. - dodał po czym wyszłam i zamknęłam dzwi. Mojego dobra? O co tu chodzi?  Nie rozumiem całej tej sytuacji, coraz to bardziej czułam się zagubiona. Załatwiłam najważniejsze potrzeby przed snem i poszłam spać.

------------------------------------
Witam kochanych czytelników! Założyłam tego Bloga dla przyjemności waszej jak i także mojej.
Mam wieeeelką nadzieję, że się wam spodoba ;)
Miłego czytania, oraz zapraszam do komentowania ;)