Byliśmy właśnie w drodzę do mojego domu. Wolałam się nie sprzeciwiać i jechać wraz z nimi. Jeśli miałam kolejny raz zostać spoliczkowana, chciałam sobie odpuścić tę przyjemność.
- O kurwa, psy. - Ashton który prowadził, nie wiedział co ma zrobić. Byłam zszokowana, policja pod moim domem?
- Wysadź mnie tutaj, niech któryś da mi swój telefon. - oznajmiłam a chłopak się zatrzymał. Luke bez wahania oddał mi swoją komórkę a ja schowałam ją do kieszeni. Poszłam w stronę mojej posiadłości a Ashton zawrócił i zaparkował auto w bezpiecznej odległości.
- Przepraszam, co tu jest grane? - podeszłam do jednego z gliniarzy rozmawiającego z moją sąsiadką.
- Kim pani jest? - mężczyzna odpowiedział mi pytaniem a kobieta ni w ząb się nie odezwała.
- Mieszkam tutaj. - odpowiedziałam z grymasem i weszłam do środka. Facet próbował mnie powstrzymać, ale przecież nikt nie będzie zabraniał wchodzić mi do mojego własnego mieszkania czyż nie? Widok tak mnie przeraził, że natychmiast wyjęłam komórkę Luke'a i wybrałam numer do Ashton'a. Bałagan był tak wielki, że nawet po imprezie było stanowczo czyściej niż teraz, a po całym mieszkaniu kręcili się policjanci. Chłopak natychmiast odebrał.
- Co tam się dzieję?
- Ktoś włamał mi się do domu. Całe mieszkanie jest zdemolowane. - chłopak rozłączył się a po chwili usłyszałam jakąś kłótnie. Wyszłam z domu i zobaczyłam Michael'a sprzeczającego się z policjantem. Natychmiast zareagowałam. Policja pozwoliła mi zabrać moje rzeczy, kiedy tylko skończyłam pakowanie Mikey pomógł przenieść mi walizki do samochodu. Podsiadłam zielonowłosego na przednim siedzeniu a ten z niechęcią usiadł na tyłach. Oddałam komórkę Lucas'owi i zapiełam pas. Ash ruszył z miejsca i pojechał prosto do domu.
- Chłopacy? Mogę zadać wam jedno pytanie?
- Zależy na jaki temat. - Ash najprawdopodobniej sądził, że znów będę żądała wyjaśnień, lecz mi wogóle nie chodziło o to.
- Czy znacie wszystkich w Bathurst? - zapytałam a na twarzy kierowcy wymalowane było zdziwienie.
- Można uznać, że z grubsza. A czemu pytasz? - usłyszałam głos Calum'a dochodzący zza mojego fotela.
- Dziś w sklepie zaczepił mnie jakiś chłopak. - odwróciłam się do chłopaków. - Jakiś dziwny był. Ale mam wrażenie, że już gdzieś go spotkałam.
- A jak wyglądał? - zapytał Ashton, w jego głosie można było wyczuć nutkę zdenerwowania.
- Nie przyjrzałam się mu zbyt dobrze, ale napewno był wyższy ode mnie. - zaczęłam wyliczać cechy szczególne na palcach. - Brunet, miał koszulkę z Nirvana. Szczupły ale dobrze zbudowany. - mówiąc zwróciłam uwagę na dłonie lokowatego, które coraz to mocniej zaciskały się na kierownicy.
- Ash? - położyłam dłoń na ramieniu chłopaka. - Wszystko w porządku?
- West, przypomnij sobie gdzie go widziałaś. - lokowaty zatrzymał auto po czym spojrzał na mnie, widziałam jak jego oczy robiły się coraz ciemniejsze.
- Czekaj, czekaj. Skąd wiesz jak mam na nazwisko?
- Nie czas na wyjaśnienia Kylie! Musisz przypomnieć sobie gdzie go widziałaś! To w tej chwili jest najważniejsze! - blondyn uderzył w klakson przy czym rozbrzmiał ultradzwięk dzwonka.
- A kiedy będzie czas na te pieprzone wyjaśnienia co? Dziś? Jutro? A może zabierzesz tę tajemnicę do grobu? - wysiadłam z auta i skierowałam się do bagażnika. Otwarłam go i wyciągnęłam swoje bagaże. Trzasnęłam klapą i ruszyłam w drogę powrotną.
- Co ty wyrabiasz do cholery? Wsiadaj do auta. - Ashton wysiadł tuż po mnie i ruszył w moją stronę.
- Mam wsiąść? - zapytałam. - To wyjaśnij mi co się dzieje.
- Nie czas na wyjaśnienia, nie tutaj. Kylie posłuchaj. - chłopak wciągnął głęboko powietrze po czym je wypuścił. - Musisz przypomnieć sobie, gdzie widziałaś tego chłopaka.
Spuściłam wzrok, nie wiedziałam co mam w tej chwili zrobić i czemu tak nalegał bym sobie przypomniała. Jechać z nimi i mieć zapewnioną ochronę? Czy wrócić do domu i narazić się na niebezpieczeństwo?
- Zrozum, nie pamiętam gdzie go widziałam. Nie obchodzi mnie ten obcy człowiek. Poprostu mam lepsze sprawy niż rozmyślanie o jakimś typku. Uświadom to sobie, muszę się dowiedzieć co się tutaj dzieje. Muszę, bez tego poprostu nie potrafię wam w jakikolwiek sposób zaufać. - chłopak przyglądał mi się dłuższy czas, otworzył bagażnik po czym skierował się w moją stronę.
- Obiecuje, że w domu wszystkiego się dowiesz. - blondyn włożył moje torby do bagażnika i obydwoje wsiedliśmy do auta po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Wszyscy siedzieli cicho. Z radia wydobywał się cichy dźwięk piosenki " Don Broco - You Wanna Know " którą cicho podśpiewywał Cal. Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu. Wyjęłam bagaże i weszłam do domu.
- Zanieś je do pokoju Hood'a. - Ash skierował się w stronę kuchni. - Zejdź zaraz do salonu.
- Daj te walizki. - Calum złapał za rączki od bagaży i ruszył po schodach na górę. Poszłam za nim i skierowaliśmy się w stronę pokoju bruneta. Chłopak rzucił walizki na łóżko i otworzył lewe skrzydło szafy. - Tutaj możesz ułożyć swoje ciuchy. - Cal postanowił pomóc mi w rozpakowywaniu. Oczywiście nie obyło się bez durnych wygłupów ze strony chłopaka.
- Naprawde? " 17Black and 29Red "? - brunet spojrzał na mnie z głupim uśmieszkiem.
- Nie, na niby. - wyrwałam chłopakowi książkę i odłożyłam na półkę.
- Mmmhmmm, Kylie. - odwróciłam się i ujrzałam go trzymającego jeden z moich kompletów bielizny.
- Jesteś chory. - zaśmiałam się wyrywając ją brunetowi po czym pchnęłam go na łóżko.
- Ooostra, lubię takie. - Calum leżał na łóżku i przyglądał mi się.
- Nie jesteś w moim typie. - kontynuowałam układanie ciuchów w szafie z niewielką przyjemnością, nigdy nie lubiłam robić porządków. Zawsze było to moją piętą Achillesa. - Może i nie jestem w twoim typie, ale to ze mną będziesz dzieliła łóżko. - z zamyśleń wyrwał mnie głos bruneta. Gdy to usłyszałam myślałam, że poprostu nie wyrobie ze śmiechu. Tacy chłopacy zawsze potrafili mnie rozbawić.
- Ashton! - krzyknęłam a po chwili blondyn zjawił się w progu.
- Miałaś przyjść do salonu. - burknął.
- Uspokuj kolegę, bardzo cię proszę. - zaśmiałam się. - Składa mi tutaj niemoralne propozycje. - machnęłam ręką w stronę bruneta okupującego łóżko. - Przestańcie się wydurniać i idźcie do salonu. - jego słowa mną wzdrygnęły. Spojrzałam na bruneta a ten się zaśmiał. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do salonu. Każdy zajął swoje miejsce, Cal usiadł obok mnie a ja natychmiast przeniosłam się na fotel posyłając mu szyderczy uśmiech.
- Powiecie mi nareszcie o co chodzi? - zapytałam a Ashton zaczął swój monolog.
- Chłopak który zamordował twoją przyjaciółkę... - blondyn wbił wzrok w podłogę, nie wiedział jak dobrać słowa. - On teraz chce dopaść i ciebie.
Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Pamiętam ten moment.. Natasha poznała go na dyskotece. Byłyśmy tam całą paczką. Ja, Natasha, John, Lottie i Dominic. Znikła w czasie zabawy. Nie wróciła do domu a na następny dzień znalazł ją jakiś chłopak. Została brutalnie zgwałcona i zamordowana.
- Kylie? Wszystko w porządku? - Michael wyrwał mnie z zamysłów.
- Jak ma być w porządku? No jak? Powiedz mi! Ten fiut już dawno powinien siedzieć za kratami! - zamachnęłam się wytrącając lampę kalecząc przy tym dłoń.
- Przepraszam bardzo. - przykucnęłam i zaczęłam zbierać odłamki.
- Kylie zostaw to. - chłopak podniósł mnie z ziemi. - Hemmo przynieś apteczke.
Blondyn wyszedł z salonu a Ash wziął się za sprzątanie. Chłopacy opatrzyli ranę i związali mi rękę bandażem. Siedzieliśmy w ciszy, byłam tak przestraszona że nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
------------------------------------
Part #1 z Rozdziału III już gotowy ;)
Mam nadzieję, że podoba się wam to opowiadanie :)
*To zdjęcie rozbawiło mnie do łez.* ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz