czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 4/Part1

Obudziłam się dość późno, lecz co najdziwniejsze. Nie leżałam na sofie w salonie tylko w pokoju Ashton'a. Wstałam i przetarłam oczy. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni gdzie siedzieli chłopacy.
- Cześć.  - siadłam obok Lucas'a. - Macie na dziś plany?
- Na tą chwilę nie. Czemu pytasz?  - Mikey zwrócił swoją całą uwagę na mnie.
- Myślałam żeby pojechać do Sydney. Nudzi mnie siedzenie w domu. - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jasne, mam parę spraw do załatwienia na mieście.  - Ashton odwrócił się w moją stronę. - Idź się przygotować. - burknął sucho i wyszedł z kuchni. Powtórzyłam czynność i wybrałam się do sypialni. Przebrałam się i ruszyłam do łazienki. Umyłam się, uczesałam i byłam gotowa do wyjścia.
- Ash, możemy jechać! - krzyknęłam a chłopak nagle pojawił się w progu salonu. Wyszłam z domu a chłopak poszedł za mną. Wsiedliśmy do czarnego Range Rovera Evoque i ruszyliśmy w podróż.
- Jakie masz na dziś plany? - włączyłam radio i przyciszyłam lekko abym mogła normalnie prowadzić konserwację z lokowatym.
- Parę małych spraw.  - chłopak nie oderwał wzroku z drogi nawet na chwilę.
- Mam rozumieć, że zostaję sama? Zero obstawy? Zero stresu? - zaśmiałam się a na twarzy chłopaka zagościł uśmiech.
- Oczywiście, że nie. Najpierw pójdziemy do Bing Lee po nowy telefon. Póżniej po coś na obiad, na koniec załatwimy twoje sprawy. - uśmiechnął się, więc odwzajemniłam uśmiech. Po dłuższej chwili jazdy byliśmy na miejscu. Ash zaparkowł auto na parkingu pod galerią. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do wejścia. Weszliśmy do windy którą po chwili wjechaliśmy na górę.
- Jaki telefon ci się marzy? - zapytał blondyn zaciągając mnie do stoiska z telefonami komórkowymi.
- Po co mi telefon? - zaśmiałam się. - I tak ciągle siedzę w domu. Macie mnie pod lupą.
- Każdemu jest potrzebny telefon. Wrazie potrzeby musisz mieć. - lokowaty uśmiechnął się do mnie i zaczął wybierać. - Więc? Jaki ci się marzy? - zapytał a ja natychmiast odwróciłam się w jego stronę.
- Najlepiej LG. - uśmiechnęłam się i wyszłam ze sklepu kierując się do drogerii.
- Uważaj jak chodzisz! - krzyknęłam na faceta, który przed chwilą się ze mną zderzył.
- Może tak milej do kumpli? - spojrzałam na chłopaka i wiedziałam że Ricki nie zwiastuje nic dobrego.
- Kumpli? Przestałeś nim być już dawno temu. - burknęłam. Na całe szczęście po chwili zjawił się Ash.
- Kogo moje oczy widzą, wróciłeś do miasta? Pamiętaj, że ludzie nadal na ciebie polują. - fuknął arogancko Ashton. Blondyn podszedł do mnie i wsunął nowy telefon d mojej torebki.
- Irwin i West. Jaki miły widok, a gdzie reszta twojej bandy? W kanałach? - zaśmiał się Rick.
- Spadaj pajacu. Nie mamy zamiaru tracić czasu na takich jak ty. - warknęłam. Złapałam lokowatego za rękę i pociągnęłam go w stronę wyjścia.
- Macie pozdrowienia od Max'a. - usłyszeliśmy głos bruneta za nami. Ash wyrwał dłoń z mojego uścisku i ruszył w stronę chłopaka.
- Słuchaj kundlu.-  syknął łapiąc Rick'iego za bluzę. - Trzymaj się od niej z dala, albo ty i Davis pożałujecie. Zrozumiano? - pchnął go na ścianę i wyszliśmy z budynku.
- Chcesz gdzieś jeszcze jechać? - zapytał w pośpiechu wsiadając do auta.
- Możemy już jechać do domu. - uśmiechnęłam się i zapięłam pasy. Chłopak odpalił auto i ruszyliśmy do domu.
- Skąd znasz Parker'a? - zapytałam rozciągając się na siedzeniu.
- Stara znajomość i długa historia.
- A ten cały Max? Kto to? - zadałam chłopakowi kolejne pytanie na które mi nie odpowiedział. Nie lubię kiedy ktoś nie odpowiada na moje pytania, jest to poprostu chamskie. Wyjęłam telefon z torebki i wsadziłam do niego moją starą kartę sim i uruchomiłam go. Chłopak nagle skręcił w stronę McDonalda. Podjechał do okienka i złożył zamówienie.
- Poproszę dwa zestawy hamburger, frytki. Dla mnie cola. A ty co chcesz?  - lokowaty spojrzał na mnie.
- Shake czekoladowy. - uśmiechnęłam się. Ash odjechał do drugiego okienka. Odebrał zamówienie, zapłacił i ruszyliśmy w dalszą podróż.
- Czemu nie jesz?  - zapytał biorąc jedną frytke do buzi.
- Nie jem takiego jedzenia. Nie smakuje mi. - wzięłam łyk napoju. - Zatrzymaj się tam. - wskazałam chłopakowi na ogromny budynek. Chłopak wjechał na parking i zaparkował auto przy wejściu do sklepu.
- Idziesz ze mną? - zapytałam, Ashton zgasił silnik, wyjął kluczyki ze stacyjki i wysiedliśmy z samochodu.
- Co kupujesz? - zapytał chłopak prowadząc za mną wózek.
- Zrobimy chinszczyzne. Potrzebne nam będą zupki paczkowane, pierś z kurczaka i chinszczyzna. - uśmiechnęłam się do chłopaka kierując się w stronę lodówek. Zapakowaliśmy potrzebne rzeczy do wózka i ruszyliśmy do kasy.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się do ekspedientki. Kobieta siedząca za kasą zliczyła koszt zakupów i przedstawiła nam cenę. Zapłaciliśmy, zapakowaliśmy zakupy i wyszliśmy ze sklepu. Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy  do domu. Całą drogę w aucie panowała cisza. Ani Ash, ani ja nie mieliśmy wiekszej ochoty na rozmowę. Chłopak skręcił autem w stronę miasta.
- Czegoś zapomniałeś? - zapytałam zwracając większą uwagę na mijające znaki niż na chłopaka.
- Nie mam ochoty wracać do domu. - po wypowiedzianych przez chłopaka słowach zmartwiłam się. Chłopak mówił tak słono. Z takim zdenerwowaniem a także z presją. Nie wdawałam się więcej z nim w dyskusję. Usadowiłam się wygodnie w fotelu i obkreciłam głowę w stronę chłopaka.
- Mogę zadać jedno pytanie? - lokowaty wjechał na parking i zatrzymał samochód.
- Czego? - warknął spogladając w moją stronę.
- Mam dość twojego ego wiesz? - burknęłam. - Chciałam być miła, ale twoje foszki wytrancają mnie z równowagi! Poprostu nie da się wytrzymać. Zachowujesz się jak panienka. - fuknęłam z agresją, złapałam za klamke i otworzyłam drzwi. - Mam poprostu dość tych twoich humorków. Żegnam. - wysiadłam z auta i trzasnęłam drzwiczkami. Odchodząc i spoglądając w szybę widziałam jak chłopak z agresją uderzył w kierownicę auta. Tego wszystkiego nie dało się wytrzymać. Wyszłam z parkingu i ruszyłam w stronę Tesco, gdzie pracował jeden z moich przyjaciół.
- A gdzie koleżanka podąża? Jeśli można wiedzieć. - nagle dołączył do mnie jakiś chłopak. Spojrzałam na niego i natychmiastowo rozpoznałam w nim bruneta który zaczepił mnie w sklepie w Bathurst.
- A ty co? Śledzisz mnie? - westchnęłam odwracając wzrok. - Czego chcesz? Nie mam ochoty na nowe znajomości.
- Jestem Max. - brunet stanął przede mną zmieszany, blokując dalszą drogę.
- Przepraszam, ale nie mam zbyt dużo czasu na takie wygłupy. - przewróciłam oczami. - Więc, może się odsuniesz i łaskawie dasz mi spokój co? - skarciłam chłopaka wzrokiem po czym wyminęłam go i nareszcie w spokoju i bez przeszkód mogłam iść odwiedzić Dominic'a.

------------------------------------

Przepraszam bardzo za długą nieobecność, niestety wakacje dają o sobie znać.

A tutaj moje porównanie Irwin'a i Artura - perkusisty NPWM, czy oni nie są do siebie podobni? O.o

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz