Tuż po przebudzeniu się poszłam przebrać się w ciuchy które wcześniej dał mi Calum. Załatwiłam poranną toaletę i wróciłam na poprzednie miejsce. Dzień wcześniej kiedy przyjechaliśmy zanim weszłam do domu zauważyłam, że niedaleko znajduje się sklep. Banner był tak jasny, że trudno by było go nie zauważyć. Z racji tego, że w lodówce świeciły pustki postanowiłam wybrać się na zakupy. Założyłam na stopy Vansy, wyjęłam z torebki portfel i byłam gotowa do wyjścia. Jednak zaistniał jeden problem. Drzwi były zamknięte a ja nie miałam klucza. Zaczęłam przeszukiwać kurtki chłopaków. W jednej z nich znalazłam pęk kluczy i natychmiast zorientowałam się który był od domu. Otworzyłam drzwi i wyszłam po ciuchu je zamykając. Po kilku minutach byłam już na miejscu. Rozglądałam się po półkach chodząc pomiędzy regałami. Pakowałam do koszyka rzeczy które były najbardziej potrzebne. Nagle zaczepił mnie jakiś chłopak.
- Taka śliczna dziewczyna w Bathurst? - odwróciłam się i ujrzałam wyższego ode mnie chłopaka. Był ubrany w kraciastą flanelową koszule i czarne skinny jeans. Wiedziałam, że gdzieś już go widziałam ale nie mogłam sobie przypomnieć miejsca gdzie to się stało. Wyminęłam go i poszłam do kasy. Kazałam ekspedientce szybko mnie skasować i natychmiast ruszyłam do drzwi. Wyszłam szybkim krokiem i podążyłam do domu. Weszłam do środka gdzie nie czekało na mnie nic dobrego.
- Gdzie ty byłaś!? - rzucił się na mnie Ash.
- Na zakupach. Nic mi się nie stało. Cała jestem. - uniosłam ręce w geście obronnym i obkręciłam się wokół własnej osi, tym samym ukazując trzymaną w lewej dłoni torbę z zakupami.
- Luke i Michael pojechali w teren cię szukać! - krzyknął blondyn. Było widać, że był zdenerwowany i nie była to jakaś drobnostka.
- Ash spokojnie, jestem cała. Nie przywieźli mnie w worku. - zadrwiłam. Nagle poczułam rwący ból na policzku i upadłam. Oznaczało to jedną rzecz. Chłopak właśnie mnie spoliczkował. Blondyn stał i przyglądał mi się. Przyłożyłam dłoń do policzka by z lekka schłodzić rozgrzane miejsce i wstałam. Skierowałam się w stronę salonu.
- Cal zawieź mnie do domu. - wydałam chłopakowi polecenie. Brunet siedział w fotelu, po jego wyrazie twarzy można było wywnioskować, że nie wiedział co wogóle się wydarzyło.
- Calum nigdzie nie jedzie. Tak samo jak ty. A od wydawania poleceń jestem tutaj ja. - warknął Ashton. Do domu weszli chłopacy i przyglądali się całemu zdarzeniu.
- Co ty sobie do cholery myślisz!? Myślisz, że kim jesteś!? Jesteś pierdolonym gnojkiem! Uważasz się za nie wiadomo kogo a jesteś zwykłym pieprzonym dzieciakiem! Nie dbasz o uczucia innych a swoich kumpli traktujesz jak psy! I ty myślisz, że kim do cholery jesteś!? - zaczęłam krzyczeć i rzucać obelgami, miałam dość. Pomimo tego co się wydarzyło chciałam być miła ale nie dało się. - I ty to jeszcze kurwa nazywasz dobrem!? Japierdole co jest z tobą chłopaku kurwa nie tak!? Musiałeś wczoraj nieźle oberwać jeśli dobro ze złem ci się pomyliło! - zadrwiłam z Calum'a. Wyminęłam lokowatego i poszłam do drzwi. Złapałam za torebkę i wyszłam z domu. Szłam główną ulicą miałcząc różnego rodzaju obelgi pod nosem. Złapałam za telefon i włączyłam GPS. Gdy zobaczyłam, że mam 200 Km do przejścia natychmiast zrezygnowałam z dalszej drogi. Dotarcie do domu moim tempem zajęłoby mi jakieś 7 dni, jeśli dobrze by poszło. Nagle zatrzymał się obok mnie samochód który zrobił na mnie wielkie wrażenie. W końcu Ford Mustang Shelby GT500 to nie codzienny widok.
- Wsiadaj. - kierowca uchylił okno, a okazał się nim nikt inny jak członek ekipy Ashton'a. Postanowiłam iść dalej przed siebie lecz auto ruszyło za mną.
- Czy możesz dac mi do cholery trochę prywatności!? - warknęłam a blondyn wysiadł z samochodu.
- Kiedy ty kurwa zrozumiesz, że chcemy cię chronić!? Nikt nie chce dla ciebie źle, a ty dramatyzujesz!
- Wiesz co? Dziękuję za taką ochronę, potrafię sama zadbać o własne dobro. Świetnie radziłam sobie do tej pory, dalej też będę umiała to robić. - fuknęłam i ruszyłam dalej.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos Luke'a.
- Co ty jeszcze ode mnie chcesz? - burknęłam.
- Jesteś w niebezpieczeństwie Kylie. - jego słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. W niebezpieczeństwie? O czym on mówi? A co najważniejsze, skąd zna moje imię? Nie przedstawiałam mu się. Nikomu się nie przedstawiałam.
- Więc wsiadasz czy nie? - zapytał. - Irwin mnie zabije jeśli wrócę bez ciebie. - ruszyłam w stronę drzwi pasażera, otworzyłam je i wsiadłam do środka. Chłopak powtórzył czynność, po czym wykręcił i ruszył do domu.
- Dziwna jesteś. - chłopak zwrócił się do mnie nie spuszczając wzroku z drogi. Nie zwróciłam uwagi na wypowiedziane przez blondyna słowa, chciałam brnąć w rozmowę dalej, aby dowiedzieć się cokolwiek od niego.
- Czemu tak sądzisz?
- Pomimo tego co wydarzyło się ostatniej nocy, zachowujesz się całkowicie normalnie. Rozmawiasz z nami w zwykły sposób. Inne by dramatyzowały. - chłopak mówił to w taki sposób jakby pierwszy raz spotkał się z takim nastawieniem.
- Jeśli chcielibyście mnie zabić, dawno byście to zrobili. - skwitowałam. Po chwili jazdy znaleźliśmy się na podjeździe. Wysiadłam i ruszyłam do drzwi. Weszłam i skierowałam się w stronę salonu z którego dobiegały głosy chłopaków. Przeszłam przez salon, otworzyłam okno balkonowe i wyszłam na zewnątrz. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. A nawet gdybym zaczęła, znów skończyłoby się to na krzykach. Nic tylko cholerne kłótnie. Obeszłam dom i skierowałam się w stronę garażu. Drzwi były otwarte więc weszłam do środka.
- O mój boże. - moim oczom ukazały się najdroższe samochody świata, od Shelby GT500 z lat 60 po Lamborghini Miura P400 z '69. Nie zrobiło by to na mnie wrażenia gdybym między nimi nie ujrzała Koenigsegg Trevita, który został wyprodukowany tylko w trzech sztukach! W trzech a jeden stoi sobie tutaj tak bezczynnie. Podeszłam bliżej aby przyjrzeć się temu cacku.
- Co ty robisz? - nagle zza mustanga wyłonił się Ashton. Nie zwróciłam na niego nawet najmniejszej uwagi i otworzyłam drzwi od strony kierowcy po czym usadowiłam się na fotelu. Samochód był koloru białego, lekko przechodzący w popielaty. Karoserię miał czarną, siedzenia ze skóry. W takim samochodzie spanie byłoby zaszczytem. Chłopak stał przy aucie i przyglądał się moim poczynaniom. Wysiadłam z Trevit'y i ruszyłam zobaczyć co lokowaty robił przy mustangu. Masa narzędzi porozrzucana obok samochodu wzbudziła moją ciekawość. Nachyliłam się nad samochodem spoglądając czy wszystko w porządku.
- Ashton? - zawołałam chłopaka który jak się okazało stał tuż za mną. - Czemu grzebiesz przy tym aucie? Wszystko jest dobrze. - samochód wyglądał jak nowy, z wierzchu jak i w środku. Chłopak nic się nie odezwał, pochował narzędzia do walizek i odprawił mnie do domu. Chciałam trochę tam jeszcze posiedzieć ale wolałam już nie zadzierać z Panem Wybuchowym. Wyszłam z garażu i poszłam do domu. Gdy zobaczyłam jak Calum bawi się bronią, zadrżałam. Dalej nie wiedziałam kim oni są i czemu grozi mi niebezpieczeństwo. A tu jeszcze takie atrakcje.
- Zabije ich kurwa, nikt nie będzie podsyłał mi wtyczek. - Cal skierował się w stronę drzwi frontowych. Złapałam chłopaka za nadgarstek a ten odwrócił się i wycelował we mnie bronią. Muszę przyznać, że nigdy w życiu nie bałam się tak bardzo.
- Odsuń się ode mnie. - warknął brunet, puściłam jego rękę i wycofałam się.
- Nigdzie nie idziesz! Spójrz na czym poprzednia próba się zakończyła! To cud, że wogóle żyjesz! - Ashton podszedł do chłopaka i wyrwał mu broń z ręki. - Chcesz, żeby on cię zabił!? - lokowaty złapał Calum'a i potrząsnął nim. Stanęłam na boku przyglądając się całej sytuacji. Brunet uderzył lokowatego tak, że gdybym się nie odsunęła zapewne wylądowałby na mnie. Zasłoniłam usta dłonią aby nie wydobył się z nich żaden krzyk. Michael zaprowadził mnie do salonu i zastawił wyjście swoim ciałem abym nie mogła wyjść.
- Zareaguj jakoś! Nie widzisz, że oni się zaraz pozabijają!? - krzyknęłam na chłopaka a ten nic sobie z tego nie zrobił. Czułam się jakbym właśnie mówiła do ściany. Chciałam się jakoś przepchać ale chłopak nie pozwolił mi na to.
- Nie radziłbym ci się w to mieszać. - burknął. Czułam się jak w klatce, jakbym była jakimś pieprzonym zwierzakiem. Rób to, nie rob tamtego. Lecz muszę przyznać, że pomimo krótkiego okresu spędzonych godzin w ich mieszkaniu, oraz tych kłótni, naprawdę mi się tam podobało. Lepiej mieszkać z kimś i mieć się do kogo odezwać, niż mieszkać samemu i nie mieć czasu na jakiekolwiek spotkania ze znajomymi. Ash obezwładnił bruneta i zaprowadził do salonu.
- Czy ty chłopaku nauczysz się kiedykolwiek, że się nie działa pod presją!? - lokowaty prawdopodobnie miał dość całych tych akcji. Lecz mnie to mało obchodziło, ja chciałam jedynie jak najszybciej wrócić do mojego przytulnego mieszkanka i dalej kontynuować moje nudne życie.
------------------------------------
Witaam misiaków z powrotem! ;*
I jak? Mam nadzieję, że podoba wam się to opowiadanie.
Liczyłabym również na większą ilość komentarzy, by dowiedzieć się czy komukolwiek się podoba i czy jest sens pisać to dalej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz