- Siema laska! Co cię do nas sprowadza? - chłopak gdy tylko zobaczył mnie w wejściu natychmiastowo do mnie podszedł.
- Witam, witam. Nie można już sprawdzić jak się miewa najlepszy ochroniarz? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i odsunęłam się od chłopaka o dwa kroki do tyłu.
- Jasne, że tak.- uśmiechnął się i podszedł do mnie. - Tylko nie w pracy. - zaśmiał się cichutko.
- Kylie? - usłyszałam za sobą głos Ashton'a na który natychmiast mój organizm zareagował strachem. Stanęłam obok Dominic'a, który od razu wyczuł, że coś jest nie tak jak być powinno.
- Kylie, nie każ mi się znów szukać. - chłopak oparł ręce na kolanach. - Bałem się o ciebie. - westchnął głęboko. Był tak zdyszany, że sprawiał wrażenie jak gdyby moment przed przebiegł maraton.
- Ash, to jest Dominic. - skwitowałam podchodząc do lokowatego. - Nic ci nie jest? - zaśmiałam się kładąc chłopakowi rękę na ramieniu.
- Wszystko w porządku. - uśmiechnął się podnosząc głowę. - Jestem Ashton. - podał szatynowi rękę którą chwilę póżniej chłopak uścisnął. - Dominic.
Byłam bardzo zdziwiona zachowaniem chłopaka. Jeszcze chwilę przed zachowywał się jak rozkapryszony dzieciak i pokazywał swoje humorki a teraz? Jego humor natychmiast poprawił i mój.
- Miło było poznać, ale musimy już lecieć. - chłopak objął mnie w pasie. Jego dotyk sprawił, że po moim ciele przeszły delikatne dreszcze. - Trzeba jeszcze zrobić obiad, co młoda? - Dominic spojrzał na nas z niedowierzaniem. Samą mnie cała sytuacja bardzo zdziwiła.
- A wy jesteście razem? - zapytał Nick wskazując na naszą dwójkę palcem.
- N..
- Jasne, że tak. - Ashton nie dał mi dojść do słowa. - To Kylie ci się nie chwaliła? - lokowaty spojrzał na mnie.
- Nie miałam o czym mówić. - zaśmiałam się. - Bo nie jesteśmy razem. - odsunęłam się od Ashton'a i podeszłam do Dominic'a. - Dobrze, że za marzenia nie płacą. - fuknęłam z grymasem, pożegnałam się z szatynem i wyszliśmy ze sklepu.
- Jakie pytanie chciałaś mi zadać? - chłopak uśmiechnął się do mnie przekrecając kluczyk w stacyjce.
- Chciałam się dowiedzieć w jaki sposób znalazłam się u ciebie w pokoju. - zapięłam pas i odwróciłam głowę w stronę lokowatego.
- Przeniosłem cię tam w nocy, kiedy spałaś. - blondyn odpadlił silnik i wyjechał na ulice kierując się w stronę domu.
- Mogłeś mnie obudzić. Jeszcze potrafię chodzić. - odparłam otwierając okno i wykładając rękę na zewnętrzną stronę drzwi.
- Nie chciałem tego robić. - Ash skręcił na podjazd i wjechał autem prosto do garażu. Wzięliśmy torby i poszliśmy do domu.
- Kupiliście coś do jedzenia? - zapytał Mikey kiedy tylko pojawiliśmy się w kuchni.
- Tam. - Ashton wskazał na torebkę z Mc'Ca. - Masz frytki i hamburgera.
Chłopak natychmiastowo rzucił się na jedzenie. Po chwili do kuchni przyszli Cal i Lukey.
- Macie coś do jedzenia? - zapytali chórem, na ich zachowanie zareagowałam śmiechem.
- Musicie zaczekać. Zaraz będę brała się za zrobienie obiadu. - wypakowałam produkty z torby i wyjęłam potrzebne przedmioty. Długo nie trwało i chłopacy mogli już konsumować posiłek.
- Gdzie nauczyłaś się tak gotować? - zapytał Luke nabierając jedzenie na widelec.
- Chłopak mnie nauczył. - uśmiechnęłam się i zabrałam się za dalsze konsumowanie potrawy.
- Ty masz chłopaka? - Mikey zaczął się krztusić a reszta ekipy rzuciła mu się na pomoc.
- Miałam.
- A czemu już nie masz? - zapytał Ash. Spojrzałam na niego, po jego pytaniu natychmiastowo odechciało mi się jeść. Nigdy nie lubiłam na ten temat rozmawiać.
- A czemu cię to interesuje? - spytałam, na twarzy lokowatego wymalowane było zdezorientowanie. Zazwyczaj dziewczyny lubią rozmawiać na swój temat, a co dopiero się żalić jak to jest im źle. Niestety na ich niekorzyść nie byłam jedną z tych lasek. Wolałam tłamsić cały ból w sobie i nie zanudzać o nowo kupionym lakierze do paznokci.
- Tak poprostu spytałem. - blondyn spuścił wzrok. Wstałam i wstawiłam brudne naczynia do zmywarki.
- Idę na spacer. Wrócę za jakąś godzinę. Wrazie czego dzwońcie. - nałożyłam buty na stopy i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę parku, mijając mieszkańców Bathurst dziwiło mnie, gdzie ci ludzie tak pędzili. Wszyscy się gdzieś śpieszyli, dopiero teraz zobaczyłam jak to jest żyć na spokojnie. Bez presji.
- Cześć. - zza muru wyskoczył chłopak który ostatnimi czasu chyba lubił za mną chodzić.
- Czego ty chcesz? - skarciłam chłopaka wzrokiem, chciałam go wyminąć lecz zastawił mi drogę swoim ciałem. Zrobiłam dwa kroki do tyłu i zmierzyłam chłopaka wzrokiem.
- Przepraszam. Chyba się źle zrozumieliśmy. - Max przybliżył się do mnie, chciałam odsunąć się w tył lecz na kogoś wpadłam. Odwróciłam się a moim oczom ukazał się Ricki.
- Witam. - brunet wyszczerzył się ukazując przy tym szereg białych zębów.
- No dobra. - odsunęłam się od chłopaków. - Czego ode mnie chcecie?
- Nic kotku. - Max podszedł do mnie a po chwili poczułam ból na ramieniu. Straciłam czucie w nogach. Upadłam i straciłam przytomność.
------------------------------------
A tutaj macie chłopaków po ich pierwszym treningu, z prywatnym trenerem haha. ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz