wtorek, 2 września 2014

Rozdział 11

- Kylie! - usłyszałam za sobą czyjś krzyk.
- Tak? - odwróciłam się. Na schodach stał Mikey.
- Mogę iść z tobą? - zapytał.
- Jasne, chodź. - uśmiechnęłam się w stronę chłopaka. Michael odwzajemnił uśmiech i dołączył do mnie.
- Gdzie idziemy?
- Ty znasz tą okolice, ja jestem tutaj pierwszy raz. - odparłam. - Zaskocz mnie. - zaśmiałam się.
- Tutaj na rogu jest kawiarenka. Mają tam świetne słodkości. - uśmiechnął się Clifford. - Stawiam, że nigdy tak pysznych nie jadłaś.
- Przekonajmy się. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę kafejki. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy oknie.
- Co podać? - zapytała kelnerka.
- Jedno Cappucino i jedną ciemną mocną. A do tego jakieś ciastko. - zielonowłosy uśmiechnął się do dziewczyny.
- Jakie ciastko?
- A co polecacie? 
- Proponuje sernik. - blondynka nadal notowała coś na kartce.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się do kobiety, która chwilę póżniej odeszła obsługiwać resztę klienteli. Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Podziękowaliśmy i zajęliśmy się konsumpcją.
- Przepyszne. - wzięłam ostatni kawałek ciasta do buzi. - Nigdy nie jadłam tak pysznego sernika.
- Widzisz. - Clifford spojrzał na mnie. - Miałem rację. - uśmiechnął się. - Mogę o coś zapytać?
- Jasne. - wzięłam szybki łyk napoju.
- Co zaszło pomiędzy tobą a Irwin'em?
- Powiedział, że to nie ma sensu. Tak poprostu. Nic więcej. - zerknęłam przez okno na przejeżdżające obok restauracji auta.
- Ale jak to? Przecież. . Nie rozumiem całej tej sytuacji. . - zawachał się Michael.
- No niestety. Trzeba żyć dalej, będą następni. - wymusiłam uśmiech i wzięłam kolejny łyk kawy.
- I dasz sobie tak z tym spokój? - zapytał chłopak.
- Przecież nic na to nie poradzę, nie zmuszę go do tego aby mnie kochał. - odparłam.
- Kylie nie bądź na niego zła. - chłopak położył rękę na mojej dłoni. - Z nim poprostu tak jest. Nie potrafi szybko zaufać. Za dużo przeżył aby dał radę odbudować swój dawny charakter. - powiedział. Uśmiechnęłam się do Clifford'a a on odwzajemnił uśmiech.
- Musisz trochę odczekać. - stwierdził Mikey. Wypiliśmy swoje trunki do końca, zapłaciliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Powoli robiło się ciemno, więc przyspieszyliśmy kroku i po dłuższej chwili byliśmy na miejscu. Weszliśmy do domu gdzie czekał na nas Mat z resztą chłopaków.
- Gdzie wy byliście? - krzyknął Mat.
- Mówiłam, że idę na spacer bo potrzebuje trochę pobyć sama.
- Sama, nie z Michael'em. - warknął Irwin, wrogo spoglądając raz na mnie, raz na kumpla.
- Nie jesteście moimi rodzicami. Jestem dorosła i nie muszę się spowiadać gdzie, po co i z kim idę więc ochłońcie. - odparłam.
- Jestem twoim starszym bratem więc mam prawo wiedzieć co się z tobą dzieje.
- Jasne, że masz. Nikt nie powiedział, że nie. Poprostu jestem dorosła i niepotrzebuje niani, zrozum to wkońcu. - podeszłam do szatyna. - Przestań traktować mnie jak dziecko, rozumiem to i szanuje. W końcu jestem twoją maleńką siostrzyczką, ale te czasy minęły.
- Przepraszam, masz rację. - Mat przytulił mnie. - Mike?
- Hem? - chłopak spojrzał na nas. Odsunęłam się od chłopaka i ruszyłam w stronę salonu wymijając Irwin'a.
- Dziękuję bracie, że się nią tak opiekujesz.
- Przestań. - zaśmiał się Michael. Złapał mnie za rękę gdy przechodziłam obok i przyciągnął do siebie. - Przecież to jeszcze dziecko. Trzeba się nią opiekować. Sama by sobie nie poradziła w tym wielkim świecie. - zaśmiał się Clifford a ja uderzyłam go w ramię. Ashton zmierzył nas po czym ominął naszą dwójkę i wyszedł z domu trzaskając przy tym drzwiami.
- A temu o co zabiega? - zapytałam z grymasem.
- Nie wiem. - Mat spojrzał kolejno na mnie a póżniej na Mikeya. Ruszyłam do kuchni a Mat poszedł za mną.
- Coś się stało? - zapytałam gdy tylko zauważyłam jak chłopak mi się przygląda.
- On się o ciebie martwił. .
- Kto?
- Ashton. - na słowa brata zakrztusiłam się napojem.
- Przestań.. - zaśmiałam się. - Czy ty się wogóle słyszysz?
- Nie przestań, tylko leć za nim.
- Haha. Mat.. Naprawdę się zmieniłeś, nigdy nie słyszałam takich farmazonów wypływających z twoich ust. - wzięłam kolejny łyk napoju pomarańczowego, Mat podszedł do mnie i wyrwał mi szklankę z dłoni.
- Co ty wyprawiasz!? - krzyknęłam na chłopaka.
- Gdyby tak nie było nie wpakował by się w takie bagno, tylko i jedynie by cię chronić. - wysyczał przez zęby. - Więc, rusz się i leć za nim. - chłopak popchnął mnie w stronę wyjścia. Odwróciłam się w jego strone i spojrzałam na niego z pod byka.
- Na co czekasz? Zależy ci na nim?
Skinęłam głową.
- To leć za nim. - zaśmiał się wyganiając mnie gestem ręki. Wyszłam z domu, Irwin siedział na schodach. Usiadłam obok niego, nic się nie odzywając.
- Przepraszam... - odezwał się po chwili. - Przepraszam za bycie aroganckim, za doprowadzanie cię do szału. Przepraszam za każdą krzywdę jaką ci wyrządziłem, za te wszystkie kłótnie.
- Ashton... - westchnęłam. - Nie masz za co przepraszać.
- Mam. - Irwin zwrócił swój wzrok ku mnie. - Zachowałem się jak kretyn. Powinienem był z tobą porozmawiać.
- Ash, nie masz za co przepraszać. - powtórzyłam. - Kocham kiedy jesteś arogancki i kiedy doprowadzasz mnie do szału. Kocham cię takiego jakim jesteś. Jestem ci bardzo wdzięczna. Gdyby nie ty i chłopacy, zapewne leżałabym już cztery metry pod ziemią w jakimś cholernym lesie. Każdy popełnia błędy i zasługuje na kolejną szansę. A kłótnie? Uwierz.. - przerwałam. - Sądzę, że gdyby nie kłótnie to byśmy się do siebie tak nie zbliżyli.
- Kylie.. - chłopak ujął moją twarz w dłonie. - Nigdy nie pozwolę aby ktoś cię skrzywdził. - przybliżył swoją twarz do mojej i skradł mi pocałunek. Odsunęłam się od niego i przygryzłam wargę.
- Kylie... Jaka ty jesteś śliczna. - chłopak objął mnie ramieniem. Wybuchłam śmiechem i oparłam głowę o ramię Irwina.
- Ashton?
- Tak?
- Opowiedz mi o swojej rodzinie. - wtuliłam się w chłopaka.
- Może przenieśmy się do środka? W cholerę dziś zimno.
- Jasne, chodź szybko. - złapałam go za rękę i oboje weszliśmy do domu. Ruszyliśmy do salonu gdzie o dziwo nikogo nie było. Ashton usiadł na sofie a ja położyłam się obok niego, opierając głowę na jego kolanach.
- Więc co chciałabyś wiedzieć? - zapytał.
- Masz rodzeństwo?
- Tak, dwójkę.
- Starszych czy młodszych? - zapytałam.
- Młodszych. Nazywają się Harry i Lauren. - A rodzice?
- Mama nazywa się Anne. - kontynuował bawiąc się moimi włosami.
- A tata? - zapytałam.
- Nie znam mojego ojca... Wiem tylko, że mieszka w USA, i to koniec.
- Przepraszam. .. Nie powinnam pytać.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się. - Co chciałabyś jeszcze wiedzieć?
- Czemu opuściłeś rodzinę? Co cię do tego skłoniło?
- To długa historia...
- Mam czas. - uśmiechnęłam się. - Chyba, że nie chcesz.
- Nie... Przepraszam... - westchnął. - Zrobiłem to kiedy zacząłem brać. Zacząłem się zapożyczać.. Grozili, że jeśli nie oddam im pieniędzy to zrobią coś moim bliskim. Mat pomógł mi wydostać się z tego bagna. Postanowiłem, że nie mogę ich narażać.. Spakowałem się i wyjechałem. Parę razy widziałem ich na mieście. Miałem ochotę podejść i powiedzieć jak bardzo ich kocham i jak bardzo za nimi tęskniłem, ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Nie mogę zwrócić na nich uwagi. Są dla mnie zbyt ważni. Wszystko co zrobiłem, było dla ich dobra. - chłopak ślepo wpatrywał się w okno, w jego oczach zakręciły się łzy. Usiadłam. Spojrzałam na chłopaka i wpadłam na świetny pomysł.
- Ashton! - krzyknęłam.
- Ciii. .. - ucieszył mnie.
- Ashton! - mruknęłam. - Wpadłam na genialny pomysł.. Może byśmy odwiedzili twoją rodzinę? Oni za tobą tęsknią.. - wyszeptałam.
- Nie.. Oni nie chcą mnie widzieć. Zostawiłem ich z masą problemów. Te wszystkie kłótnie sprawiły, że zacząłem się oddalać od nich. Poprostu nie mogę...
- Ashton, oni napewno za tobą tęsknią, musisz to zrobić. To twoja mama. Twoje rodzeństwo.. Oni cię kochają. - powiedziałam.
- Przemyśle to, ale teraz chodź spać. Jest już późno. - chłopak wstał i zaprowadził mnie na dolne piętro gdzie znajdowały się sypialnie dla gości. Weszliśmy do jednej z nich. Ash podał mi jedną ze swoich ulubionych koszulek z logiem All Time Low. Poszłam się wykąpać i wróciłam do jego pokoju.
- Ashton idź się wykąpać. - usiadłam obok leżącego Irwina.
- Wiesz że cię kocham?
- Wiem.. - nachyliłam się nad chłopakiem.
- Iii?
- I ja też cię kocham.. - uśmiechnęłam się do blondyna a on odwzajemnił uśmiech.
- Ii?
- I co? - zaśmiałam się.
- Nie wiem, myślałem, że masz mi jeszcze coś do powiedzenia. - Ashton delikatnie mnie pocałował po czym wstał i ruszył do drzwi.
- Zaraz wracam. - puścił mi oczko i wyszedł z pokoju. Po chwili mój telefon zaczął dzwonić.
- Czemu nie śpisz?
- Pogodzeni?
- Tak.
- Będzie dziś jakieś bara bara?
- Michael!? - zaśmiałam się do telefonu.
- Oj dobra, już będę cicho. - zaśmiał się. - Tylko mi tam w nocy czegoś nie zbroić.
- Michael? - skarciłam chłopaka a ten znów zareagował śmiechem.
- Dobranoc. - fuknął i rozłączył się.
Uwielbiałam tę czwórkę kretynów. Pomimo, że z Hoodem i Hemmingsem nie mam tak świetnych kontaktów i tak czuje się przy nich jak rodzina. Przecież w końcu nią jesteśmy, racja?
Wpełzłam pod kołdrę, ponieważ zaczęło mi się robić zimno. Jestem strasznym zmarźluchem. Pomimo 16° na zewnątrz i żadnego wiatru było mi naprawdę bardzo zimno.
- Kylie.. - usłyszałam głos Ashtona, któremu towarzyszył dźwięk otwierających się drzwi. Spojrzałam w ich stronę. Ash po cichutku skradał się do łóżka.
- Chodź tutaj szybko. Zimno mi. - odkryłam miejsce gdzie po chwili położył się Irwin i przysunęłam się do niego. Wtuliłam się w niego kładąc głowę na jego klatce piersiowej, po czym mogłam przysłuchiwać się jak tętno w miarę zmienia się pod wpływem zapadania w sen.
- Wiesz że cię kocham? - blondyn jedną ręką objął mnie a drugą zacząć się bawić mają dłonią.
- Wiem..
- Ii?
- Ja też cię kocham. - uniosłam swój wzrok ku górze i delikatnie musnęłam malinowe usta chłopaka. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej, bijące od niego ciepło zadziałało na mnie jak leki usypiające. Najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie.

1 komentarz:

  1. Och, tyle miłości <3 TYLKO BEZ DZIECI! XD Ty kochana masz talent :* pisz szybko next, weny życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń